Seria: SPOJRZENIA

Gisele Prassinos

TWARZ MUŚNIĘTA SMUTKIEM

(Le visage effleuré de peine)

Przełożyła z francuskiego Agnieszka Taborska

wydanie I
oprawa miękka, 120 s.,

ISBN 83-06-02968-2


Gisele Prassinos to jedna z najważniejszych francuskich pisarek surrealistycznych. Odkryta w wieku czternastu lat przez Bretona, stała się dla niego kultową postacią genialnej kobiety-dziecka. Do historii ruchu przeszła dzięki głośnemu zdjęciu Mana Raya, na którym czyta surrealistom swoje poematy automatyczne. Obok Leonory Carrington, była jedyną autorką, której opowiadanie Breton zamieścił w Antologii czarnego humoru (1940). Najgłośniejszą jej książką jest wydana po raz pierwszy w 1964 roku powieść Twarz muśnięta smutkiem. To barwna, szalenie dowcipna, magiczna opowieść, czerpiąca z tradycji powieści pikaryjskiej i powiastki filozoficznej. Główna bohaterka, Essentielle - która przypadkiem poznaje tajemnicę sztucznego mózgu swojego uczonego męża - wiele ma wspólnego z Alicją Lewisa Carrolla. Parakryminalna intryga, szufladkowa struktura narracji, ekscentryczni bohaterowie, zdumiewające zwroty akcji nie pozwalają oderwać się od lektury.

Gisele Prassinos, jedna z najważniejszych francuskich pisarek surrealistycznych, urodziła się w 1920 roku w Istambule, od 1922 roku mieszka w Paryżu. Była dla Andre Bretona kultową postacią genialnej kobiety-dziecka, a jej wiersze i opowiadania surrealiści uznali za dowód na istnienie podświadomości. Nim Prassinos skończyła dwadzieścia lat, ukazało się jej osiem tomików. Na odbywającej się w Paryżu w 1937 roku Międzynarodowej wystawie surrealizmu opowiadania jej czytali aktorzy tak wybitni, jak Jean-Louis Barrault. Była nie tylko maskotką, ale pisarką ogromnie przez surrealistów cenioną: Breton stawiał ją wyżej od Rimbauda! Po sukcesie genialnego dziecka na kilkanaście lat zamilkła, by znów zacząć publikować w 1958 roku, tym razem głównie powieści o podłożu autobiograficznym. Od śmierci męża w 1988 prawie nie pisze, za to - zafascynowana Dalim oraz artystami afrykańskimi, religijnymi i nieprofesjonalnymi - rysuje, rzeźbi i robi poświęcone mitologiczno-biblijnym tematom pseudonaiwne makatki. Jej prace prezentowane są na licznych wystawach.

FRAGMENT

Rozdział pierwszy

Wydano Essentielle za uczonego, niemal bez jej wiedzy, trochę tak, jak niegdyś wydawano młodziutkie księżniczki za następców potężnych tronów.

Narzeczonego ujrzała dopiero w dniu ślubu. On miał więcej szczęścia: dzięki fotografii, jaką mu wręczono, wiedział, jak wygląda twarz przyszłej żony, jedynie twarz. Gdy pokazano mu fotografię, kolejną w serii kilkudzie sięciu - spośród których agencja matrymonialna kazała wybrać - powiedział tylko, nie podnosząc wzroku znad książki: "Usta tej osoby wydają się nader kształtne". Mimo że jego entuzjazm ograniczył się do tej uwagi, wystarczyło to, by zapadła decyzja o ślubie.

Uczony był człowiekiem wyjątkowym, szlachetnym, wybitnym. Nie miał czasu na przerwanie badań i po znanie tej, którą tak przypadkowo wybrał na żonę. Zresz tą ryzyko obudzenia zmysłów przed ślubem - którego celem miało być zaspokajanie potrzeb na miejscu, szybko i bez ceremonii - wydawało mu się nierozsądne. Praca, której poświęcił życie, mogłaby ucierpieć.

Tak wiec młoda kobieta i jej przyszły maż poznali się dopiero w merostwie, gdzie wyznaczono im spotkanie.

Małżonek był tym bardziej niezwykły, że posiadał sztuczna inteligencję, jedyną na świecie. Kiedyś, gdy pracował jako górnik w kopalni, jego czaszka uległa

przedziurawieniu w wypadku spowodowanym wybu chem metanu. Fatalnie uszkodzony mózg zastąpiony został mechanicznym organem tak doskonałym, że pa cjent postanowił porzucić dawny zawód i poświecić się pracy naukowej.

Ktoś niewtajemniczony, nie rozumiejąc, dlaczego maż Essentielle nosi na głowie miedziany hełm, którego blask w słoneczne dni ożywia na ścianach wesołe, nieuchwytne duszki, mógłby wziąć uczonego za rozkapryszonego ekscentryka. Choć, przyjrzawszy się chwilę szlachetnej twarzy, nad którą górowała pokrywa mózgu, trudno było poprzestać na tak prostej konstatacji. Przy głębszym wejrzeniu spostrzegało się pośrodku miedzianego czoła na przedłużeniu nosa coś na kształt pionowej rysy, przeciętej z każdego końca inną rysą, dłuższą. Dokonawszy tych obserwacji i wykorzystawszy je w sposób inteligentny, ktoś niewtajemniczony doszedłby do wniosku, że hełm otwiera się tam dzięki dwuskrzydłowym drzwiczkom. W jaki sposób się jednak otwiera i co się po otwarciu ukazuje?

Młodziutka Essentielle nie zadawala sobie takich pytań. Prawdę mówiąc, jej myśli rzadko były tam, gdzie ona. Jednym słowem, Essentielle bywała roztargniona i nie jest pewne, czy zauważyła tę szczególną cechę małżonka. A jeśli nawet tak, to świadomość, że miedziany hełm jest gustowny, dziwaczny i zabawny, z pewnością jej wystarczyła.

Ogromnie się więc zdziwiła tym, co nastąpiło, gdy uczony po raz pierwszy chciał ja posiąść. Pewnego dnia, między lekturą dwóch stronic, wzięła go naglą chętka i dość brutalnie rzucił się na żonę. Ta, zdziwiona, prze straszona, bezwiednie i tylko w geście obrony, pociągnęła go za prawe ucho. I tak odkryła będący do tej pory tajemnicą chirurga i chorego sposób otwierania drzwi czek pokrywy, pod którą krył się sztuczny mózg. Incydent ów wpierw zakłócił, a potem przerwał nerwowe ruchy uczonego. Gestu swego Essentielle nie żałowała.

Była zachwycona tak samo, jak kiedyś w dzieciństwie, gdy jej dziadek upuścił zegarek. Co za radość wniknąć w tajniki księżycowego stworzenia, leżącego na ziemi z poderżniętym gardłem, miedzy potłuczoną na drobne kawałki szklaną tarczą i pogiętą srebrną kopertą! Jeszcze, biedactwo, każdą cząsteczką oddychało...

Ludzki mózg przypominał dziesięć zegarowych brzu chów razem wziętych. Przekładnie zębate, cylindry, sprę żyny, wychwyty kotwicowe, śrubki, rubiny, regulator chodu - wszystko tam było lśniące i radosne. Słychać było nawet tykanie, stłumione przy zamkniętych drzwicz kach. Wcześniej Essentielle chyba go nie słyszała. Choć, gdy ogarnięty pożądaniem mąż zawołał ją, zdziwiła się osobliwym dźwiękiem, który wzięła za bicie własnego serca. Później nauczyła się rozpoznawać tykanie w długiej i nudnej ciszy, narzucanej przez obecność uczonego. Nie tylko potrafiła tykanie rozpoznać, ale po kilku tygodniach dobrze wiedziała, co znaczą zwolnienia i przyspieszenia, zasięg dźwięków i nagła cisza. Gdy nocą małżonek po grążony był w snach, żona domyślała się, jaka walka wrze w jego głowie. Może wspomnienia dawnego gór nika oblegały wzniesiony z tysiąca elementów metalowy fort, który - przesiąknięty nauką - odrzucał je z odrazą? Można się było tego domyślać, choć Essentielle jeszcze tajemnicy nie odkryła. Za to po każdym posiłku maszy neria zwalniała obroty. Uspokojona, rozkoszując się krót kim odpoczynkiem, wydawała dźwięki tak ciche, że oddech jej właściciela zagłuszał je całkowicie.

Uczony zawsze nosił długi czerwony szlafrok. Prze chadzał się po domu, rozmyślając, z rękoma skrytymi w rękawach. Na jego obliczu rysował się jeden z dwóch

ledwie uchwytnych wyrazów: skupienie połączone z nie-pokojem i rozdrażnieniem, bądź - gdy stawał - coś na kształt próżności czy zadowolenia, które łagodziło długą, ascetyczną twarz, sprowadzając na nią niemal uśmiech. W każdym razie targające nim uczucia można było wy czytać jedynie miedzy brodą a krzaczastymi brwiami. Czoło powyżej - u innych przemawiające zmarszczkami - było gładkie i enigmatyczne.

Młodziutka Essentielle była co prawda ciekawska, ale cechowała ją też powierzchowność i niecierpliwość. Łakoma nowinek zdolnych pobudzić jej senny umysł, nie potrafiła się skupić, by chłonąć informacje czy do starczać umysłowi koniecznych bodźców. Chwila, gdy ujrzała, jak działa mechanizm leżący u podstaw tylu niezwykłych odkryć, zachwyciła ja, lecz nie skłoniła do refleksji. Toteż żyjąc u boku surowego mężczyzny nieodzywającego się do niej słowem, w domu, gdzie wszelkie prace wykonywali inni, szybko zaczęła się nudzić.

Pewnego ranka maż uznał za stosowne pożyczyć jej grube, uczone tomiska, których lekturę właśnie zakoń czył. Poprosił też, by siadła przy biureczku w kącie jego pokoju. Przekonany, że nic więcej Essentielle do szczęścia nie trzeba, sam zasiadł do pracy z poważna, zgłodniałą miną, kto wie, może szczęśliwy, że ma towarzyszkę lektury.

I tak było co dzień, od rana do wieczora. Essentielle nie przewracała nawet kartek. Czuła się samotna, brak jej było ruchu i powietrza, męczyła monotonia długich go dzin. Lampka oświetlająca biurko uczonego nawet w środku dnia ledwie pozwalała dostrzec zagłębioną w pracy sylwetkę. Za to sufit obramowywał jego cień w dziesięciokrotnym powiększeniu. Czasem, gdy intelek tualna przyjemność mu nie wystarczała... (...)

 

Patronat medialny