Pamięć ludzka jest zawodna. Jakże często tkwi w niej zaledwie zarys spektaklu, który nas niegdyś fascynował, nikłe wrażenie, że oglądaliśmy przed laty widowisko znakomite. Gdyby tak spróbować wydobyć z zapomnienia najwybitniejsze zjawiska Teatru Telewizji, nie wszystkie oczywiście, ale przynajmniej część, tę najbardziej znaczącą, spróbować szczegółowo opisać niektóre spektakle, przypomnieć znakomite aktorskie kreacje...
Takie refleksje zrodziły się u źródeł tej książki.
Oto autorski wybór spektakli dokonany przez Henryka Bieniewskiego – krytyka teatralnego, wydawcy książek o teatrze, jednego z twórców świetności polskiego Teatru Telewizji. Wśród nich: Pan Tadeusz, Makbet, Lęki poranne, Bigda idzie, Niemcy, Krawiec, Epilog Norymberski, Stalin, Bracia Karamazow, Czwarta siostra, Mieszczanin szlachcicem.
LĘKI DNIA DZISIEJSZEGO
Chłopcy
Twórczość Stanisława Grochowiaka w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku była dość szeroko znana zarówno dzięki wydawnictwom książkowym, jak radiu i telewizji. Poeta, prozaik i dramatopisarz należał w drugiej połowie lat pięćdziesiątych do grupy zbuntowanych młodych twórców, do których przylgnęło miano „turpistów” (uprawiających kult brzydoty). Grochowiak był wówczas poetą – jak to się dziś mówi – kultowym. Natomiast w twórczości dramatycznej (szczególnie umiłował sobie teatr radiowy) dawał wyraz swojej fascynacji śmiercią. Takie jego sztuki, jak Szachy, Partita na instrument drewniany czy Z tamtej strony świec nie tylko zmierzały do tragicznego finału, ale w swoim założeniu zdawały się przypominać o jego nieuchronności. Sztuki Grochowiaka grane były nie tylko w teatrach, radiu i w telewizji, ale niektóre z nich zostały sfilmowane. Były też wielokrotnie przekładane na języki obce.
Do najgłośniejszych dramatów należeli Chłopcy (1966), debiut telewizyjny Grochowiaka, rozgrywający się w domu ludzi samotnych, domu starców prowadzonym przez siostry zakonne, gdzie panuje dość ostry reżim, przy czym nad nieposłusznymi wisi groźba wyrzucenia z zakładu.
Oto jesteśmy świadkami nie tylko podszytych humorem kłótni rezydentów, nie tylko delikatnych umizgów starszych panów do starszych pań, ale nawet niegroźnej alkoholowej libacji. W takiej atmosferze – w gruncie rzeczy serdecznej i przyjacielskiej – jeden z pensjonariuszy, Kalmita, oczekuje na przyjazd znacznie młodszej żony, która odwiedza go raz do roku, w rocznicę ślubu. Nie wie jeszcze, że tym razem zamierza ona zabrać go z zakładu do domu, z którego wyprowadził się jej kochanek. Spotkanie z żoną nie ma w sobie niczego z idylli: mimo że Narcyza udaje miłą i troskliwą, Kalmita nie ukrywa swojej do niej niechęci, mówiąc wręcz w trakcie kłótni, że nigdy jej nie kochał. Ale decyzja żony jest nieodwołalna, popierają ją zresztą siostry zakonne, których zakład Narcyza od czasu do czasu wspomaga materialnie.
Sztuka Grochowiaka to nie tylko rzecz o ludziach starych i samotnych, zdanych na łaskę innych. To również utwór o potrzebie wolności jednostki, która jest nieustannie ograniczana i tłamszona. Starzy pensjonariusze muszą nie tylko ściśle przestrzegać regulaminu, ale za nieposłuszeństwo są karani jak dzieci (np. pozbawieniem deseru czy pracą fizyczną), przy czym na straży reżimu stoi młoda siostra, Maria, zimna i bezwzględna (bardzo dobra niewielka rola Jadwigi Barańskiej).
„Chłopcy” od czasu do czasu próbują się buntować, poszerzać sobie obszar swobody, decydować o swoim losie, zapomnieć o zbliżającej się nieuchronnie śmierci. Takie działania podejmuje właśnie Kalmita, uciekając spod uciążliwej opieki swojej żony, z ciepłego łóżeczka, w którym „nic, tylko umrzeć”, z powrotem do grona przyjaciół. „Okradłem ją z pewności, że teraz już tylko dla nas obojga została śmierć” – powie z ironią w głosie. Ale ta ucieczka nie ma szans powodzenia: nie ma już jego pokoju, zaś on sam został „przehandlowany” za telewizyjny odbiornik. Nie mówiąc o tym, że siostry zakonne nie zamierzają wchodzić w konflikt ze wspomagającą je Narcyza.
Główną postać tej sztuki, Kalmitę, gra Kazimierz Opaliński. Warto przypomnieć tego aktora, który po wojnie należał już do starszego pokolenia artystów sceny. Urodzony w ostatniej dekadzie dziewiętnastego wieku, występował w dwudzie stoleciu międzywojennym w wielu teatrach, również krakowskich i warszawskich. Grywał zazwyczaj role drugoplanowe, ale zawsze zaznaczał wyraziście swoją obecność, tworząc postacie wymodelowane perfekcyjnie. Po wojnie upamiętnił się przede wszystkim w klasyce: jako demoniczny nieco Rejent Milczek w Zemście Fredry, tajemniczy, ciepły Luka w Na dnie Gorkiego, Guślarz w Dziadach Mickiewicza oraz ironiczny Żyd w Weselu Wyspiańskiego. Grał również w repertuarze współczesnym: szlachetnego doktora Machcewicza w Ostrym dyżurze Lutowskiego czy wyposażonego w ogromny ładunek ciepła i ludzkiej szlachetności kolejarza Orzechowskiego w filmie Munka Człowiek na torze.
Jego Kalmita był jakby wykuty z jednej bryły: skupiony, małomówny, a właściwie milczący zamknięty w sobie, zatopiony w myślach i wspomnieniach. Ogolona głowa, twarz o ostrym profilu, na której nie pojawia się uśmiech, Z racji swojego zaawansowanego wieku podkreślał niejaką wyższość wobec kolegów, ale był też kostyczny i zimny w stosunku do swojej żony. Stworzył postać raczej mało sympatyczną, ale wyczuwało się wyraźnie, że to człowiek głęboko nieszczęśliwy, przytłoczony samotnością i wspomnieniem nieudanego życia.
Równie świetne, choć mniejsze role zagrali pozostali wykonawcy. Aleksander Dzwonkowski jako Jo-Jo, ględzący nieustannie i docinający kolegom (pamiętamy go przede wszystkim jako znakomitego Ila w Wizycie starszej pani Dürrenmatta w Teatrze Dramatycznym w Warszawie). Zdzisław Mrożewski – Pożarski, niepoprawny antyklerykał, pełen temperamentu, niegdyś rewolucjonista i uwodziciel, który potrafi być dżentelmenem wobec dam. Gustaw Lutkiewicz – Smarkul, traktowany przez starszych kolegów jak popychadło. Świetna Barbara Ludwiżanka – szczebiocząca, urocza, zdziecinniała nieco Hrabina, która jedyna nie buntuje się przeciwko tyranii siostry Marii, oraz zimna, z fałszywym uśmiechem na twarzy Narcyza w wykonaniu Zofii Rysiówny.
Sztukę Grochowiaka, graną w wielu polskich teatrach, wyreżyserował dla Teatru Telewizji Tadeusz Jaworski. Jako nastrojowy przerywnik między aktami wprowadził muzykę organową w wykonaniu siostry Marii. Pozwolił – i słusznie – wygrać się do woli plejadzie świetnych wykonawców, kreując to sytuacje komiczne, to znów pełne dramatycznego napięcia, zaś ich wyraziste portrety wspaniale wyeksponowała Joanna Wiśniewska (realizatorka telewizyjna). Nic więc dziwnego, że widowisko to zdobyło II nagrodę na Międzynarodowym Festiwalu Teatrów Telewizji w Sofii w roku 1968.
(...)
POEZJA, ABSURD I METAFORA
Krawiec (...)
Seweryn w telewizyjnym Krawcu jest wytwornym dworakiem w wymyślnej peruce, delektującym się trunkiem z miną smakosza, górującym nad każdym interlokutorem w starciu słownym. Ma świadomość sytuacji, w jakiej znalazł się jego kraj, wie, do czego zmierzają Barbarzyńcy i ich wódz, lecz co najważniejsze potrafi tak sterować wydarzeniami, by złowić w sidła wyrafinowanej argumentacji prostackiego, lecz nieufnego Onuca. Z twarzy aktora nie znika lekki, ironiczny uśmieszek, słowa układają się w niby-uległy wywód, który prowadzi jednak rozmówcę do przekonania o jego, Krawca, racji.
Seweryn porusza się jakby we własnym rytmie. Gdy zwycięski niesie nowe szaty dla Onuca, przebiega komnaty niemal w podskokach, szybkim, lekkim krokiem beztroskiego dworaka. Gdy zaś podaje nowy strój wodzowi, czyni to w uległym ukłonie i z pochyloną pokornie głową. Gdy wreszcie postanawia zdjąć skórę z uwięzionego Karlosa, jego ruchy stają się gwałtowne, nożyce w ręku błyszczą groźnie, zaś wzrok płonie fanatycznym ogniem. Z każdego jego ruchu emanuje wielkość, władczość, to on jest demiurgiem stwarzającym sytuacje, w których inni są pionkami, podczas gdy on od początku pozostaje na niezagrożonej pozycji.
Drugi wątek, drugi tor, którym biegnie akcja utworu Mrożka, to sprzężenie, jakie tworzy się między Krawcem i Ekscelencją. Już w pierwszej scenie, kiedy Ekscelencja domaga się przymiarki nowego stroju, napotyka na opór Krawca, który stara się przekonać Ekscelencję, że ma już uszyte wszystkie możliwe stroje, zaś w obecnej sytuacji najazdu Barbarzyńców żaden strój nie jest w stanie uchronić go od klęski (choć prawdę powiedziawszy najeźdźcy nie interesują się osobą Ekscelencji wcale).
Ekscelencję gra Krzysztof Globisz. Kiedy w oczekiwaniu na przymiarkę stoi na podeście w długiej, białej koszuli na szerokich ramiączkach, w siatce na włosach, nalany, prawie tłusty, nie ma w sobie nic męskiego, jest tworem niemal bezpłciowym. Toteż bardzo celny wydaje się argument Krawca, że gdyby Ekscelencja dał się pozbawić do końca męskości, wówczas mistrz mógłby wymyślić dla niego nowy strój, strój dla kompletnie bezpłciowej postaci – ani dla kobiety, ani dla mężczyzny, strój, jakiego jeszcze nie było. Bowiem – i tu pada kluczowe dla tej sztuki stwierdzenie – człowiek bez stroju jest niczym („nagość – to nicość”), to strój nadaje człowiekowi określoną osobowość („ubierać – to stwarzać”). Krawiec pokpiwa więc sobie z Ekscelencji, który stoi przed nim żałosny, pozbawiony władzy i niemal nagi.
Ideowe założenie Mrożka jest zbieżne, co widać gołym okiem, z założeniem Gombrowicza w jego Operetce (1966). Dziwił się temu autor Krawca, gdyż pisząc swoją sztukę, nie mógł znać słynnej sztuki autora Ferdydurke. Skomentował ten fakt w liście do Konstantego Puzyny z charakterystyczną dla siebie ironią: „Oczywiście nikt mi nie uwierzy, że pisząc, nie znałem jeszcze Operetki, choćbym pękł...”.
By uchronić Ekscelencję przed Barbarzyńcami, mistrz ukrywa go pod habitem mnicha, w którym czuje się on całkiem nieźle: zasłania twarz kapturem i drobnym kroczkiem przemierzając sale, nie odstępuje Krawca, bezpieczny w jego obecności (tylko od czasu do czasu przypomina mu o swojej minionej wielkości). Nic więc dziwnego, że (z pewnymi oporami) przyjmuje jego propozycję, by służyć jako krawiecki Czeladnik w realizacji szaleńczego planu: zamiarze uszycia zupełnie nowe go stroju z... ludzkiej skóry. Ale skąd ją wziąć?
Globisz z władcy przemienia się w nic nieznaczącego krawieckiego pomocnika. Pokornie wykonuje polecenia mistrza i tylko raz, gdy Onucy przymierza paradny strój, próbuje nieporadnie go udusić. Bez efektu i – na jego szczęście – bez konsekwencji. Potem już tylko zdejmuje miarę z Karlosa i ostrzy nożyce przed operacją pozbawienia go skóry.
(...)
SPIS RZECZY
Od autora
Na początku był Hanuszkiewicz
Apollo z Bellac
Seriale Teatru Telewizji
Pan Tadeusz
Dziewczęta z Nowolipek
Nasz agent J-23
W kręgu Szekspira
Makbet
Romeo i Julia
Lęki dnia dzisiejszego
Chłopcy
Drewniany talerz
Leki poranne
Gorycz przeszłości
Bigda idzie
Notes
Cudzoziemka
Echa wojny
Matka Courage
Mistrz
Niemcy
Poezja, absurd, metafora
Pan Dwadrzewko
Lekcja
Krawiec
Pod ciśnieniem polityki
Epilog norymberski
Stalin
Rosyjska dusza
Bracia Karamazow
Czwarta siostra
Szkatułka z klejnotami
Kwartet
Ifigenia w Taurydzie
Mieszczanin szlachcicem
Noc listopadowa
I tak dalej
Indeks osób
Spis ilustracji
|