Fascynująca opowieść o „milczku z Zegrzynka” z powikłanym dzieciństwem, młodością obfitującą w niezwykłe zdarzenia, niekonwencjonalne związki uczuciowe oraz przygnębiającą starością spędzoną z żoną – szaloną Van Anitą. A wszystko to oparte o dokumenty, listy ocalałe z tajemniczego pożaru, relacje świadków wmontowane w tło historycznych wydarzeń trzech epok, bogato ilustrowane. Mamy więc przed sobą ciekawą interpretację utworów oraz postawy bohatera książki w obliczu powojennej polityki władz wobec pisarzy. Autorka ma dar żywego, barwnego języka, którym opisuje wiele nierozwiązanych do dziś zagadek.
Psychologiczne zacięcie, refleksyjna zaduma, ale i dyskretne kpiarstwo, humor, to cechy typowe dla pisarstwa Krystyny Kolińskiej, autorki wielu powieści biograficznych o znanych ludziach, bohaterach niezwykłych wydarzeń. Spośród dwudziestu tytułów wymieńmy choćby kilka: Orzeszkowa, złote ptaki i terroryści, Zegadłowicz. Podwójny żywot Srebrempisanego, Stachu, jego kobiety, jego dzieci (o Przybyszewskim), Córka Smutnego Szatana (o Stanisławie Przybyszewskiej). Kolińska jest laureatką licznych konkursów literackich oraz nagród za całokształt twórczości: im. Władysława Reymonta i ZAIKS-u.
fragment
DUNIA Samotnik z Zegrzynka spodobał się Duni od pierwszego wejrzenia. Daleki od zbytniej swobody, niewybrednego słownictwa, takiego na przykład żarłoka o niechlujnej brodzie, Franza Fiszera, wyróżniał się elegancją i manierami wśród bywalców „Ziemiańskiej”, W przeciwieństwie do tego dobrodusznego anegdociarza oraz innych kawiarnianych gości – poetów, malarzy, dziennikarzy – „Jerzy milczący” umiał słuchać z uwagą, gdy zaczynała mówić kobieta.
Wanda, jedna z dwóch córek poety Leśmiana, zwana Dunią, miała niewiele ponad dwadzieścia pięć lat, ciemne włosy i duże czarne oczy o melancholijnym wyrazie, gdy pisarz ujrzał ją w „Ziemiańskiej”. Wiele lat potem Izabela Czajka-Stachowicz („Szatańska księżniczka” – Hela Bertz z Pożegnania jesieni Witkacego) będzie nieraz wspominać scenę pierwszego spotkania córki Leśmiana z Szaniawskim, opisując bezładnie, lecz barwnie ich wygląd:
„Jerzy był w ciemnym garniturze, w białej koszuli. Krawat miał srebrzysty, starannie przystrzyżony wąs, włosy już mocno przerzedzone odsłaniały wysokie czoło. Wanda miała na głowie karminowy kapelusik z rondkiem, kołnierz z lisa zarzucony przez ramię. Ja byłam ubrana w krótką sukienkę z muślinu, w czarną pepitkę. Zauważyłam, że Jerzy patrzy uważnie na moje nogi w cienkich pończoszkach. Widać oceniał je, jak Uniłowski, że są «najzgrabniejsze i najdłuższe w Warszawie»... Jerzy nie pociągał mnie jako mężczyzna. Gdzież mu równać się z Witkacym czy z Guciem Zamoyskim. Zamknięty, zawsze jakby nieobecny. Był, owszem, przystojny, miał jasno niebieskie oczy, spojrzenie przenikające, ale nie rozpalające. Nie próbował zresztą uwodzić kobiet. Przeciwnie – Leśmian! Ach, ten to lubił kobiety i one przepadały za nim, choć urodą i wzrostem nie umywał się do Szaniawskiego. Taka piękna, mądra lekarka Teodora Lebethal szalała za jego pieszczotami, w zakątkach «malinowego chruśniaka» znajdujących się w Iłży, ratowała w finansowych tarapatach... Jej to przecież poświęcał erotyczne strofy W malinowym chruśniaku. A o Szaniawskim nie słyszało się żadnych pikantnych plotek. Co w nim widziała Leśmianówna, trudno zgadnąć”.
Pierwsze spotkanie w „Ziemiańskiej” Wandy z Szaniawskim nie zapowiadało poważniejszego związku. Rozmowa, a właściwie monolog Duni, nie wykraczał poza zwyczajowe w takiej sytuacji, zachwyty nad sztukami Mistrza. Mówiła, że utworami „czar piękna rzuca na szarzyznę, a wskazując błędy człowiekowi, prowadzi ku jutrzni radości i wesela”. Egzaltowany styl nieświadomie przyjęła od niejakiego REP’a – autora przedmowy do niedawno wydanej książki Szaniawskiego Miłość i rzeczy poważne. Słuchał z uwagą, gdy z wielką znajomością szczegółów zaczęta analizować jego sztuki: Murzyna, Lekkoducha, Papierowego kochanka, Ptaka.
– Ten ptak jest symbolem, jest poezją, przeciwstawia się prozie życia, szarości ludzkiej egzystencji. Pan mi uprzytomnił, że „rzeczy poważne” są w istocie mało ważne, płytkie, że czynią człowieka nie wolnikiem form, konwenansów, pozorów. Pan umie cudownie z nich kpić, cienko ironizować... – mówiła z przejęciem.
Jeszcze nieraz ujrzy się ich razem przy wspólnym stoliku w „Ziemiańskiej”, w teatrze, na spacerach; często towarzyszy im Leśmian. Pragnie, aby Szaniawski został mężem Duni. Na razie autor Miłości i rzeczy poważnych nie oświadcza się, ale zaprasza w odwiedziny. W Zegrzynku jest tyle drzew, kwiatów. Lasy, łąki, przestrzeń ogromna, rzeka. Przyjedźcie, chce Wam to wszystko pokazać, uczynić własnym...
Własnym?... Można uznać to za obiecującą propozycje.
Wkrótce ojciec z córką przyjechali do dworku. Bukiety róż w wazonach, wszędzie zieleń, kwitną krzewy, ciemny bluszcz spływa potokami z kolumien ganku. Pachną rozgrzane w słońcu zioła. Poeta jest zachwycony. Po obiedzie, chce sam „chłonąć piękno natury”. Córka zostaje w bibliotecznym pokoju, „Jerzy wyciąga z półki stary, z 1895 roku, tom «Wędrowca». Rozkłada oprawiony w skórę rocznik i czyta wiersz Bolesława Lesmana. Dunia nie wie, że jest to młodzieńczy utwór jej ojca, zanim zmiękczył po słowiańsku brzmienie nazwiska.
Cudny uśmiech namiętnie w usta się całował!... Wietrzyk chwycił go w locie, otulił ramieniem. W poszeptach harmonijnych razem z nim falował I na róży ten uśmiech złożył z lekkim drżeniem!... Róża myśląc, że czary do niebios ją niosą, Rozczulona płakała perłami i rosą...
Do Zegrzynka Dunia przyjeżdżała zawsze z ojcem. Wyruszali czasem w trójkę na przybrzeżne łąki, do cienistego wąwozu. – Ja idę „w pole ze złotym zbożem, do tego wiatru od skoszonej trawy” – recytował poeta, ginąc w wysokich trawach i zostawiając ich sam na sam. Odnajdywali go potem zapatrzonego na łąkowe kwiaty, na drzewa. Pewnego razu zbliżając się, usłyszeli, jak czule do kogoś przemawia. Szaniawski przystanął zaskoczony. – Skąd się tu wzięła jakaś kobieta?... Leśmian był jednak... sam, przemawiając jak do kochanki do białokorej brzozy o seledynowych liściach, „w szumie leśnym, szelestach łąki, w pól powiewach”.
Ostatnio coraz częściej widuje się Szaniawskiego w Warszawie. Chodzi z Dunią do teatrów, do IPS-u (Instytutu Propagandy Sztuki), do SiM-u (Sztuki i Mody) i do „Ziemiańskiej”. Franz Fiszer nie daje Leśmianowi spokoju: Kiedy wyprawisz wesele? Mam przygotowaną mowę.
Pierścionek zaręczynowy widnieje już na palcu panny Leśmianówny. Obserwująca z zawistną uwagą parę narzeczonych Zofia Nałkowska nie daje za wygraną. Szaniawski nie zwraca na nią uwagi, a ona tak bardzo pragnie mieć w swoim rydwanie milczka z Zegrzynka. Połów nie udaje się. Życzenie, aby „przeszedł przez jej ręce” (jak określa próby podbojów Adolf Rudnicki) nie spełnia się. Pod datą 2 marca 1934 roku odnotuje w Dziennikach porażkę: „Zamiast mną zajmuje się córką Leśmiana. Rezygnacja”.
Z rezygnacją łączy się stwierdzenie, że Szaniawski jest niezrozumiały, „swą niezmierną pasywnością, najcichszym milczeniem, długim ważeniem każdego słowa, które nie nabiera przez to wagi; jakimś prawie nienormalnym lenistwem”.
Owa pasywność, milczenie nie są dla Leśmiana niepokojące; niepokoi go tylko brak deklaracji ze strony narzeczonego. Sprawa jest prosta: Dunia pragnie zostać żoną, kocha, chce zamieszkać w Zegrzynku, mieć dzieci. Różnica wieku nie odgrywa tu żadnej roli, choć córka jest młodsza od narzeczonego o prawie dwadzieścia lat. Mają dużo wspólnych zainteresowań: teatr, muzyka, literatura. Co tu zwlekać? Niech wreszcie ustali z nami termin ślubu! – poeta gorączkował się coraz widoczniej, martwiło go smutne zamyślenie ukochanej córki.
Nie pomagały aluzje czynione kandydatowi na zięcia. Ów pomijał je milczeniem. Mijały miesiące. Pisarz coraz rzadziej pojawiał się w Warszawie. Gdy zaproszony na niedzielny obiad, przyjechał do Leśmianów, poeta poprosił Szaniawskiego o rozmowę na osobności. Długo milczeli, aż wreszcie ojciec Duni z trudem wykrztusił, że przykrą jest dla kobiety rola wiecznej narzeczonej. Na konkretne pytanie, kiedy córka doczeka się deklaracji, usłyszał kilka zawoalowanych wyjaśnień, że teraz pisze sztukę na jubileusz Zelwerowicza, że musi jeszcze dużo przemyśleć, że – obecnie, że na razie, że coś jeszcze stoi na przeszkodzie...
(...) zamówienia
DZIAŁ HANDLOWY
tel. 022 827 01 20
e-mail: handlowy@piw.pl
|