„Spotkanie moich refleksji i moich wspomnień; moich odwiecznych tematów (egzystencjalnych i estetycznych) i moich odwiecznych miłości”. Tak Milan Kundera doprecyzowuje tytuł swojej najnowszej książki, zbioru szkiców, rozmyślań, impresji.
To prawdziwa uczta dla miłośników literatury. Kundera przyzwyczaił nas do celnych, przenikliwych rozważań, które rzucają na znane i wielokrotnie omawiane dzieła nowe światło, wydobywają z nich głębię.
Nowy tom zaludniają nietuzinkowi pisarze i ich dzieła, a wśród nich Dostojewski i Idiota, Gabriel Garcia Màrquez i Sto lat samotności, Louis-Ferdinand Cèline i Z zamku do zamku; znajdujemy tu teksty o Carlosie Fuentesie, Anatole’u Fransie, rozmowę o Rabelais’m.
Nowy zbiór to także Spotkanie z malarstwem Bacona, muzyką Beethovena, operami Janáčka, filmami Felliniego, to wreszcie Spotkanie z Don Kiszotem.
fragment OWIEŚĆ I PROKREACJA
(Gabriel García Márquez: Sto lat samotności ) Kiedy czytałem na nowo Sto lat samotności, nawiedziła mnie dziwna myśl: Bohaterowie wielkich powieści są bezdzietni. Ledwie jeden procent populacji nie ma dzieci, lecz co najmniej pięćdziesiąt procent wielkich bohaterów powieściowych opuszcza powieść, nie wydawszy na świat potomka. Nie mają progenitury ani Pantagruel, ani Panurg, ani Donkiszot. Ani Valmont, ani markiza de Merteuil, ani cnotliwa Prezydentowa z Niebezpiecznych związków. Ani Tom Jones, najsłynniejszy bohater Fieldinga. Ani Werter. Wszyscy bohaterowie Stendhala są bezdzietni; podobnie jak bohaterowie Balzaka i Dostojewskiego; a w stuleciu dopiero co minionym Marcel, narrator W poszukiwaniu straconego czasu, i oczywiście wszyscy wielcy bohaterowie Musila, Ulrich, jego siostra Agata, żona Klarysa i Deotyma; i Szwejk; i bohaterowie Kafki z wyjątkiem bardzo młodego Karla Rossmanna, który zapłodnił służącą i z tego właśnie powodu, chcąc wymazać dziecko ze swego życia, ucieka do Ameryki, gdzie powieść może się zacząć. Ta bezpłodność nie wynika ze świadomej intencji powieściopisarzy; to duch sztuki powieści (lub jej podświadomość) brzydzi się prokreacji. Powieść powstała wraz z czasami nowożytnymi, które uczyniły człowieka, by zacytować Heideggera, „jedynym prawdziwym podmiotem” i „podstawą wszystkiego”. W dużej mierze to dzięki powieści człowiek osiadł na scenie Europy jako indywiduum. Poza powieścią w życiu realnym niewiele wiemy o swoich rodzicach, jakimi ludźmi byli przed naszym przyjściem na świat; swoich bliskich znamy jedynie wyrywkowo; widzimy, jak się pojawiają i odchodzą; ledwie znikną, ich miejsce zajmują już kolejni: wszyscy oni tworzą długi szereg bytów wymiennych. Jedna powieść wyodrębnia jednostkę, oświetla całą jej biografię, jej idee, uczucia, czyni ją niepowtarzalną: ustanawia z niej środek wszystkiego. Donkiszot umiera i powieść dobiega końca; zakończenie jest doskonale ostateczne dlatego tylko, że Donkiszot nie ma dzieci: gdyby je miał, jego życie byłoby przedłużone, naśladowane, podważone, strzeżone lub zdradzone; coś takiego słyszymy zresztą od maleńkości: twoje życie będzie trwało w twoich dzieciach; dzieci są twoją nieśmiertelnością. Ale jeśli moja historia ma trwać dłużej niż moje życie, oznacza to, że nie jest ono niezależną całością; oznacza to, że jest niespełnione; oznacza to, że istnieje coś na wskroś konkretnego i ziemskiego, w czym jednostka się rozprasza, godzi się rozproszyć, godzi się na zapomnienie: rodzina, potomstwo, plemię, naród. Oznacza to, że jednostka jako „podstawa wszystkiego” jest złudzeniem, zakładem, marzeniem kilku europejskich stuleci.
Wraz z powieścią Sto lat samotności Garcíi Márqueza sztuka powieści zdaje się porzucać to marzenie; w centrum jej zainteresowania tkwi już nie jednostka, lecz cały szereg ludzi; wszyscy są oryginalni, niepowtarzalni, a przecież każdy z nich jest ledwie przelotnym błyskiem słońca na rzecznej fali; każdy niesie ze sobą swe przyszłe zapomnienie i każdy jest tego świadomy; nikt nie pozostaje na scenie powieści od jej początku do końca; matka całego tego plemienia, Urszula, umiera w wieku stu dwudziestu lat, powieść zaś dobiega kresu dużo wcześniej; i wszyscy noszą imiona do siebie podobne, Arcadio José Buendia, José Arcadio, José Arcadio Drugi, Aureliano Buendia, Aureliano Drugi, aby kontury, które ich wyróżniają, się zacierały i czytelnik ich ze sobą mylił. (...) OKRUCIEŃSTWO I PIĘKNO Rozmawiamy o okrucieństwie i słyszę spokojny głos Breleura: „W malarstwie mimo wszystko chodzi o piękno”. Co według mnie znaczy: sztuka musi zawsze się strzec przed wywoływaniem emocji pozaestetycznych: ekscytacji, lęków, wstrętu, wstrząsu. Od zdjęcia nagiej sikającej kobiety mężczyzna może doznać erekcji, lecz nie sądzę, by ten sam efekt można było uzyskać, wpatrując się w Sikającą Picassa, choć jest to obraz wspaniale erotyczny. Oglądając film o masakrze, odwracamy wzrok, tymczasem oglądając Guernikę, nasze oczy się cieszą, a przecież obraz opowiada o podobnych potwornościach. Ostatnie płótna Breleura przedstawiają ciała bez głów, zawieszone w przestrzeni. Sprawdzam później daty: w miarę jak postępuje praca nad tym cyklem, temat ciała porzuconego w pustce traci pierwotną traumatyczną moc; poranione, ciśnięte w pustkę ciało cierpi coraz mniej i z obrazu na obraz coraz bardziej przypomina anioła zagubionego wśród gwiazd, magiczne zaproszenie nadeszłe z oddali, cielesną pokusę, ludyczną akrobację. Pierwotny temat, oddawany niezliczonym wariantom, przechodzi z domeny okrucieństwa do domeny (by raz jeszcze użyć słowa-hasła) cudowności. Wraz z nami w pracowni są też moja żona Vera i Alexandre Alaric, martynikański filozof. Jak zawsze przed posiłkiem, pijemy poncz. Następnie Ernest przygotowuje obiad. Na stole pojawia się sześć nakryć. Dlaczego sześć? W ostatniej chwili przychodzi Ismaël Mundaray, malarz z Wenezueli; zaczynamy jeść. Dziwna rzecz, szóste nakrycie do końca obiadu pozostaje nietknięte. O wiele później z pracy wraca żona Ernesta, kobieta piękna i, co natychmiast rzuca się w oczy, kochana. Wsiadamy do samochodu Alexandre’a; Ernest i jego żona stoją na progu i patrzą za nami; mam wrażenie, że stanowią kurczowo zespoloną parę, otoczoną niewyjaśnioną aurą samotności. „Zrozumieliście tajemnicę szóstego nakrycia, mówi Alexandre, gdy tylko znikamy im z oczu: dawało Ernestowi złudzenie, że żona jest z nami”. SPIS TREŚCI I. BRUTALNY GEST MALARZA: O FRANCISIE BACONIE II. POWIEŚCI, SONDY EGZYSTENCJI Komiczny brak komizmu (Dostojewski: Idiota)
Śmierć i „ho ho ho” (Louis-Ferdinand Céline: Z zamku do zamku)
Miłość w Historii, która przyśpiesza (Philip Roth: Nauczyciel pożądania)
Sekret wieku życia (Guobergur Bergsson: Skrzydło łabędzia)
Idylla, córka grozy (Marek Bieńczyk: Tworki)
Odwrót wspomnień (Juan Goytisolo: I kiedy kurtyna opada)
Powieść i prokreacja (Gabriel García Márquez: Sto lat samotności) III. CZARNA LISTA ALBO DIVERTIMENTO W HOŁDZIE ANATOLOWI FRANCE’OWI IV. MARZENIE O CAŁKOWITYM DZIEDZICTWIE Dialog o Rabelais’m i mizomuzach
Marzenie o całkowitym dziedzictwie u Beethovena
Arcypowieść, list otwarty na urodziny Carlosa Fuentesa
Iannis Xenakis, czyli całkowite odrzucenie dziedzictwa
(tekst opublikowany w 1980 roku z dwoma dopiskami z roku 2008) V. PIĘKNE JAK WIELOKROTNE SPOTKANIE VI. GDZIE INDZIEJ Wyzwalające uchodźstwo wedle Věry Línhartovej
Nietykalna samotność Obcego
Wrogość i przyjaźń
Wierny wobec Rabelais’go i surrealistów grzebiących w snach
O dwóch wielkich Wiosnach i o Škvoreckých
Będziesz od spodu wąchał róże VII. MOJA PIERWSZA MIŁOŚĆ Wielki bieg jednonogiego
Najbardziej nostalgiczna z oper VIII. SCHÖNBERG ZAPOMNIANY To nie jest moje święto (tekst opublikowany w 1995 roku we „Frankfurter Rundschau” wraz z innymi tekstami upamiętniającymi stulecie narodzin kina)
Co, Bertolcie, po Tobie pozostanie?
Schönberg zapomniany II IX. SKÓRA : ARCYPOWIEŚĆ
|