Juliusz Słowacki
DZIEŁA WYBRANE t.1-3.

Tom 1: Wiersze i poematy
Tom 2: Dramaty, część pierwsza
Tom 3: Dramaty, część druga


Wybrali i przedmową opatrzyli Marian Bizan i Paweł Hertz
wydanie I w tej edycji, oprawa twarda z obwolutą, 2166 s.
cena detaliczna 149,90 zł / po rabacie 112,42 zł
ISBN 978-83-06-03243-7


  Nowa piękna formalnie edycja Dzieł wybranych Juliusza Słowackiego uświetnia dwusetną rocznicę urodzin Poety. Powstała z inicjatywy Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Instytutu Książki i PIW-u. Otwiera ona nową serię: Klasycy Literatury Polskiej.


Tom III

DZIADY

(...)

KSIĄDZ

W Imie Ojca i Syna, pozwólcie mi, dzieci,
Pomówić, nim nad cerkwią blaszaną przeleci,
Z tym upiorem... Lat temu dwadzieście i cztery
Przyszedł do mego domu – trup woskowej cery,
W suchym wieńcu... Gdy byłem z dziećmi przy paciorku,
Rozmawiał ze świerszczami, z kołatkiem w kantorku;
Jak nietoperz... przelotem skrzydła zgasił świéce,
A za nim burza, wicher, grzmot i błyskawice
Goniły... i stukały we drzwi... w okienice,
Świecąc ogniem przez wszystkie szczeliny i szpary...
To ten sam... aktor straszny... zabojca swej mary,
Który... pod płaszczem straszne żelazo pochował,
Sam siebie za krtań chwycił i zasztyletował,
A nie mając już ciała... skrwawił własną duszę.
Teraz... oto w zawierusze
Pędzi gdzieś przy błyskawicy...
Bez płaszcza... bez puginału,
Lecz widzę w jego zrenicy
Ten sam duch krwawego szału
Pod szklaną dumy powłoką,
Te same zabojcy oko
Straszliwe, w ciemność wyszklone.

KOBIETA
Gustaw! Gustaw!... patrzcie! nie spojrzał w tę stronę –
Głosu mego nie poznał... Gustaw! Gustaw! – znika...

[KSIĄDZ]
Dzieci moje... za tego z piekieł nieboszczyka
Zmówmy trzy Zdrowaś Maryja.

[KOBIETA]
Nie mówcie pacierzy –
Ten duch szary w was nie wierzy.
Ja go dobrze znam jak siebie –
On wierzy w gwiazdy na niebie,
W kolumn serca... w kwiatów dusze,
W miesiąc... i w siłę z obłoku.
Kiedy chcę go mieć przy boku,
To przez kwiaty prosić muszę,
To przez gwiazdy go zaklinam,
To przez wiatr zaklinam ranny...
A kiedy chcę pacierze mówić – zapominam
Nazwiska Najświętszej Panny
I nie mogę odzyskać straconej pamięci...
On światem... chmurami kręci.
Kolorów tęczą obraca,
Jest przy mnie – nade mną – wszędzie...
Mój wóz złoty i łabędzie,
Gdy z nim wyleci w niebiosa,
Śród gwiazd złotych się wywraca –
A ja, ach błękitnowłosa
Gwiazda... zlatuję... na dół... na dół... jak we śnie.

[KSIĄDZ]
Kobieto, jesteś widać trącona boleśnie
Chorobą obłąkania... po gwiazdach lataniem,
Bo to się słusznie nazwać może obłąkaniem,
Co z miłości Chrystusa... nie wzięło płomienia,
A myślą się jak słońcem dziwnie rozpromienia.
Przed głupich zrennicami twoje wszystkie słowa
Zimne są... jak powłoka lodu kryształowa,
Która w sobie powietrza bąbel jasny mieści.
Przeklęty... kto był tobie mistrzem tej boleści
I narzędzie anielskie na wieki sfałszował.

KOBIETA
Co? on? on światom całej młodości krolował,
Wszystko budził... był złotej jutrzenki zwiastunem,
Wszystko pocałowaniem budził – lub piorunem.
Nad głową milijony gwiazd nowych zawieszał.
On był młody... i żywy był i wszystko wskrzeszał,
Taka w nim była młoda nieśmiertelna siła!
Bez niego – ja bym była godziny nie żyła,
Ani bym o anielskiej wiedziała krainie,
A z nim ja wieki szczęścia przeżyłam w godzinie,
I teraz... po żywota wiekach – jestem cieniem.


KSIĄDZ
Coż to za człowiek?...

KOBIETA
Jam go wołała imieniem
Gustawa... Teraz mówią, że się wyrzekł miana,
W którym ja byłam jako w Bogu zakochana,
Bez którego... mi cały świat był tajemnicą,
Biada ludziom, którzy się miłością nasycą,
Biada ludziom, którzy swej młodości zapomną.

KSIĄDZ
Prożno, widzę, rozmawiać mi z tą nieprzytomną,
Która przez stare piersi dawny ogień leje –
Niech kto nam tu przypomni dawne ojców dzieje.

Tom II

LILLA WENEDA

AKT IV

Scena I

Sala w zamku Lecha.
Lech, Gwinona, Gryf. Wchodzi Lilla Weneda.

(...)

LILLA
W nie zawiązanej przychodzę koszuli,
Nie niosę chleba, nie mam nic przy sobie,
Lecz wy mnie puśćcie do ojca mojego,
Który od dwóch dni jest morzony głodem.
Ja go zobaczyć chcę tylko przed śmiercią,
Jam go nie mogła zbawić – więc pożegnam.
Dlatego głowę ubrałam w lilije,
W te wodne kwiaty, które u nas kładną
Dziewicom zmarłym, na ostygłe czoła.
O! pani! spuść ty ze swojej srogości!
Ja biedna zimne węże rozczuliłam,
I tak się do mnie gady przywiązały,
Że za mną cały kłębek biegł i syczał,
Jak pies wyjący smutnie z przywiązania.
I cóż ja winna, że węże wolały
Słuchać mej pieśni, niż mojego płaczu?
A żem ja węże zimne rozczuliła,
Dlaczegoż w tobie powiększyłam srogość?
Czy ty zazdrościsz mi, pani, zwycięstwa,
Które mi ojca mego wybawiło?
O! jeśli tak jest, to weź go za ojca,
A ja go będę na śmierć skazywała,
A ty go będziesz bronić – i zwyciężysz,
Bo ten zwycięża tu zawsze, kto broni. –
Lecz nie, ja teraz jestem zwyciężoną,
Mój ojciec pewnie już od głodu skonał;
A ja chcę tylko widzieć jego ciało,
W czoło chcę tylko pocałować zimne;
Powiedzieć jego głuchemu trupowi,
Że go nie mogłam zbawić – lecz kochałam.
O! patrz; koszula moja nie związana,
Nie niosę chleba, ani żadnej strawy –
Może się boisz, że jak drzwi otworzę,
To wleci ze mną jaka muszka złota
I ten ją starzec zje? – O! pani moja,
Bóg muchy strzeże od śmierci – ta muszka
Będzie mieć jaką córkę, co ją zbawi.
Ja tylko jedna, ja nie mam nikogo,
I nikt się o mnie biedną nie upomni.
O! proszę ja was, każcie wy mnie wpuścić
Do mego ojca głodnego.

LECH
Gwinona,
Na Boga, te łzy miecz mi rozhartują.

GWINONA
I ty jej wierzysz? – to są łzy zmyślone,
Ona dwa razy tak płakała głośno,
Za te trzy płacze, ona się trzy razy
Odśmieje ze mnie, jeśli ojca zbawi.

LECH
I cóż ci ludzki śmiech, Gwinono, szkodzi?

GWINONA
Lechu, śmiech ludzki jest zabójczą bronią,
Więcej on strącił koron z głów posępnych,
Niż ci się zdaje: o! śmiech to gadzina,
Która się w sercu wyśmianego kryje,
I tam go kąsa, kąsa, do krwi kąsa,
Aż wreszcie siły w człowieku omdleją
I powie sobie: Jestem zwyciężony.
Śmiech nas pozbawia zaufania w sobie
I rodzi niemoc; ja znam takich ludzi,
Z których się żaden żywy śmiać nie waży;
Ci ludzie mają królestwo nad tymi,
Którzy są śmiechu ludzkiego poddani.

(...)

Tom I

HYMN

Smutno mi Boże! – Dla mnie na zachodzie
Rozlałeś tęczę blasków promienistą;
Przede mną gasisz w lazurowej wodzie
Gwiazdę ognistą.
Choć mi tak niebo Ty złocisz i morze,
Smutno mi Boże!

Jak puste kłosy, z podniesioną głową,
Stoję rozkoszy próżen i dosytu.
Dla obcych ludzi mam twarz jednakową,
Ciszę błękitu:
Ale przed Tobą głąb serca otworzę,
Smutno mi Boże!

Jako na matki odejście się żali
Mała dziecina, tak ja płaczu bliski,
Patrząc na słońce, co mi rzuca z fali
Ostatnie błyski...
Choć wiem, że jutro błyśnie nowe zorze,
Smutno mi Boże!

Dzisiaj na wielkim morzu obłąkany,
Sto mil od brzegu i sto mil przed brzegiem,
Widziałem lotne w powietrzu bociany
Długim szeregiem.
Żem je znał kiedyś na polskim ugorze,
Smutno mi Boże!

Żem często dumał nad mogiłą ludzi,
Żem prawie nie znał rodzinnego domu,
Żem był jak pielgrzym, co się w drodze trudzi
Przy blaskach gromu,
Że nie wiem, gdzie się w mogiłę położę,
Smutno mi Boże!

Ty będziesz widział moje białe kości
W straż nie oddane kolumnowym czołom:
Alem jest jako człowiek, co zazdrości
Mogił, popiołom...
Więc że mieć będę niespokojne łoże,
Smutno mi Boże!

Kazano w kraju niewinnej dziecinie
Modlić się za mnie co dzień... a ja przecie
Wiem, że mój okręt nie do kraju płynie,
Płynąc po świecie...
Więc że modlitwa dziecka nic nie może,
Smutno mi Boże!

Na tęczę blasków, którą tak ogromnie
Anieli Twoi w niebie rozpostarli,
Nowi gdzieś ludzie w sto lat będą po mnie
Patrzący – marli.
Nim się przed moją nicością ukorzę,
Smutno mi Boże!


zamówienia
DZIAŁ HANDLOWY
tel. 022 632 22 15
e-mail: handlowy@piw.pl