Seria: RODOWODY WSPÓŁCZESNOŚCI

Paul Stauffer
POLACY, ŻYDZI, SZWAJCARZY
(Polen, Juden, Schweizer)

Z języka niemieckiego przełożyła Krystyna Müller
wydanie I, oprawa twarda, 204 s.
cena katalogowa 49,90 zł / po rabacie 29,92 zł
ISBN 978-83-06-03056-3

Książka Paula Stauffera, historyka i dyplomaty szwajcarskiego, to trzy eseje historyczne powiązane wspólnym tematem: rolą obywateli szwajcarskich w historii Europy Wschodniej pierwszej połowy dwudziestego wieku. Pierwszy esej opowiada o działalności Feliksa Calondera, Szwajcara pełniącego misję dyplomatyczną na Górnym Śląsku od 1922 roku, której zadaniem było przywrócenie zasad pokojowego współżycia między Polakami, Niemcami i Żydami w tej niespokojnej części Europy. Drugi tekst przedstawia działalność polskiego poselstwa w neutralnej Szwajcarii podczas drugiej wojny światowej. Niewiele osób wie, że poselstwo to grało tajną rolę pośrednika między organizacjami pomagającymi Żydom w Szwajcarii i ich odpowiednikami w Stanach Zjednoczonych. Tematem ostatniej części jest działalność Genewskiego lekarza sądowego, François Naville’a, który przyczynił się do ujawnienia zbrodni katyńskiej na forum międzynarodowym w 1943 roku.

Paul Stauffer (ur. 1930) – były ambasador Szwajcarii w Islamabadzie, Teheranie i Warszawie. Autor książek o szwajcarskim historyku i dyplomacie Carlu Jacobie Brurckhardtcie: «Sechs furchtbare Jahre...». Auf den Spuren Carl J. Brurckhardts durch den Zweiten Weltkrieg (1998) i Zwischen Hofmannstahl und Hitler. Carl J. Burckhardt. Facetten einer aussergewöhnlichen Existenz (1991).

Książka wydana z pomocą finansową
Szwajcarskiej Fundacji dla Kultury Pro Helvetia

fragment

Dyplomaci – tajni agenci – ratujący Żydów.
Emisariusze „Polski emigracyjnej” w Szwajcarii 1939-1945

WPROWADZENIE

     Berno jako siedziba przedstawicielstwa dyplomatycznego nigdy nie miało tak wielkiego znaczenia, jak podczas drugiej wojny światowej – ściśle: w latach 1940-1944 – kiedy to Szwajcaria odgrywała wyjątkową rolę jako neutralna enklawa pośród krajów podległych władzy narodowych socjalistów. W ówczesnej sytuacji dyplomacja w szczególnie wysokim stopniu zajmowała się tajemniczymi interesami; dla przebywających w tym czasie w stolicy Szwajcarii emisariuszy krajów prowadzących wojnę ważną rzeczą było unikanie wszystkiego, co mogłoby zaspokoić ciekawość kolegów po fachu znajdujących się w przeciwnym obozie, a z którymi było się zmuszonym do wrogo-sąsiedzkiej koegzystencji w międzynarodowym kosmosie berneńskiej dzielnicy Kirchenfeld. Niektórzy aktorzy tych zdarzeń później nieco uchylili zasłonę zawodowej dyskrecji, która otaczała ówczesne wydarzenia dyplomatyczne w Bernie, wydając dla potomności swoje berneńskie wspomnienia w formie książkowej. Nie przypadkiem autorami tych opracowań w przeważającej części są brytyjscy dyplomaci: już tradycyjne w Anglii pisanie wspomnień, dużo bardziej niż gdziekolwiek indziej, należy do pewnego rodzaju obowiązku towarzyskiego. Poza tym kiedyś „oblężonym” reprezentantom państw wrogich Trzeciej Rzeszy przeżycie na częściowo zagrożonej „wyspie Szwajcaria” musiało oczywiście wydawać się warte wspomnień.
     Do szczególnie eksponowanych członków berneńskiego korpusu dyplomatycznego zalicza się przedstawicieli tych krajów europejskich, które już padły ofiarą kampanii niemieckiej, a ich rządy znalazły schronienie w Londynie. W czasie tryumfów Hitlera ich położenie było znacznie trudniejsze niż sytuacja Anglo-Amerykanów. Ku niezadowoleniu Berlina Berno przyjmowało wiele takich „emigracyjnych poselstw”; placówka polska przewyższała innych starszeństwem w służbie, ponieważ Polska została napadnięta przez Niemców i Rosjan już jesienią 1939 roku. Fakt, że były członek personelu dyplomatycznego tego poselstwa, ówczesny sekretarz legacji Stanisław Nahlik zapisał swoje wspomnienia, długo pozostawał nieznany. W latach osiemdziesiątych Nahlik (1911-1991) postanowił wydać dwa tomy wspomnień zatytułowanych Przesiane przez pamięć. Tom pierwszy, poświęcony czasom „przed dyplomacją”, ukazał się w warszawskim wydawnictwie jeszcze za jego życia. Manuskrypt drugiego, w którym przeważają dyplomatyczne reminiscenqe, autor zdążył jeszcze przygotować, chociaż tylko w surowej formie. Do pisania wspomnień zabrał się w czasie zmiany władzy w Polsce, co pozwoliło mu w autobiografii spojrzeć w przeszłość bez niespokojnego oglądania się na komunistyczną cenzurę. Śmierć Nahlika i zmiany gospodarcze okresu przełomu nie pozwoliły na kontynuację publikacji.
     Wobec dokumentalnej wartości zapisu Stanisława Nahlika wydaje się pożądane właśnie z punktu widzenia szwajcarskiego, aby przynajmniej lat berneńskich opisanych przez niego nie pozostawić w zapomnieniu. Dlatego autor zdecydował się podjąć próbę naszkicowania obrazu działalności polskiego „poselstwa emigracyjnego” w Bernie, wychodząc od utrzymanych w dość osobistym tonie wspomnień byłego dyplomaty. Wprawdzie Nahlik stale pojawia się jako główny świadek, ale zarówno inni współcześni mu aktorzy, jak i późniejsi komentatorzy tamtych zdarzeń także często dochodzą do głosu.
     Na początku swoich wspomnień dotyczących lat wojennych spędzonych w Szwajcarii Nahlik podkreśla, że tytuł Przesiane przez pamięć wydaje mu się szczególnie odpowiedni dla tej części pamiętników. Z różnych powodów w tamtym czasie prawie nie robił notatek. Studiowanie archiwów pozostawia przyszłym historykom i ze swojej strony zadowala się zapisaniem tego, co mu pozostało w pamięci, i to z takiego punktu widzenia, jaki pamięta z tamtych czasów. W ten sposób Nahlik chce być traktowany jak świadek czasów i przyznaje się do subiektywnego, „impresyjno-kalejdoskopowego” sposobu przedstawiania faktów. Podczas lektury jego zapisków można stwierdzić, że nie tylko rezygnował z poszukiwań w archiwach, ale również nie korzystał z opracowań historycznych dotyczących wojny. W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych w Polsce miał też ograniczony dostęp do zachodnich, a zwłaszcza współczesnych publikacji szwajcarskich. W wyniku tej relatywnej izolacji wspomnienia cechuje autentyczność osobistego świadectwa i tym samym zachowują one w znacznym stopniu charakter niezafałszowanego źródła.
     Niniejsza prezentacja miała stać się terenem dialogu pomiędzy historią a wspomnieniami: autorowi zależy na tym, aby „niezniekształcone” historiograficznie wrażenia autora wspomnień Nahlika odnieść do dzisiejszego stanu wiedzy historycznej. Przy tym stwierdzenia Nahlika powinny być jasno rozpoznawalne, nawet wówczas gdy są one – co się często zdarza – referowane, a nie podane w formie cytatu. Z dodatkowych źródeł autor korzysta szczególnie wtedy, gdy chodzi o tematy, których Nahlik prawie nie porusza, ponieważ pozostawały one na marginesie lub poza sferą jego działalności w Poselstwie. Przede wszystkim chodzi o bardzo ważny wkład polskiego Poselstwa w Bernie w różnego rodzaju akcje ratunkowe wobec zagrożonych Żydów, ponadto o rolę skutecznej służby wywiadowczej, „firmy dostarczającej informacji” dla angielskich i amerykańskich sprzymierzeńców Polski. Jak się okaże, zasługi pomijanego dotąd polskiego czynnika w tradycyjnym obrazie „Szwajcarii jako centrum informacji” zostaną wydobyte na światło dzienne.
     Przyjazna gotowość pani Haliny Nahlik (Kraków) umożliwiła autorowi wgląd w szwajcarski rozdział wówczas (1994) jeszcze niepublikowanych wspomnień jej męża. W przetłumaczeniu tej części manuskryptu mógł liczyć na godną podziękowania pomoc ze strony pani Marii Szlęk (Kraków). Zmarłą, niestety, w roku 2003 Halinę Nahłik autor wspomina z wielką wdzięcznością. Cennego wsparcia udzieliła mu także Londoner Polish Library i last not kast, dr Jan Zieliński (Berne).

STANISŁAW NAHLIK - PRAWNIK I SZYFRANT

     Obecność polskiej dywizji piechoty internowanej w Szwajcarii w latach 1940-1945 nadała stosunkom polsko-szwajcarskim szczególnej intensywności wyraźnie odczuwanej także przez tutejszych zwykłych obywateli. Inny, o wiele mniej rzucający się w oczy element obecności Polaków w Szwajcarii stanowiło w tym czasie Poselstwo Rzeczypospolitej Polskiej w Bernie. Po tym jak jesienią 1939 roku Niemcy i Związek Sowiecki podzieliły między siebie terytorium Polski, a Polska jako państwo raz jeszcze zniknęła z mapy, dalsze trwanie tej istniejącej od 1919 roku zagranicznej placówki dyplomatycznej nie było rzeczą oczywistą. W dużym stopniu zawdzięczała ona swoje istnienie okolicznościom powstania, tuż po załamaniu się polskiej obrony wojskowej, rządu emigracyjnego we Francji, uznanego przez zachodnie mocarstwa, z jeszcze wtedy neutralnymi Stanami Zjednoczonymi włącznie. Premierem i wodzem naczelnym został generał Władysław Sikorski, będący w opozycji do przedwojennego rządu warszawskiego.
     Oficjalne Berno ze swojej strony utrzymywało stosunki z polskim przedstawicielstwem w stolicy i rozgłaszało informację, „że stan obecny nie powinien być kwestionowany”. W ten sposób uniknięto „wyraźnej deklaracji uznania lub nieuznania polskiego rządu” na uchodźstwie we Francji. Dotychczasowy szef szwajcarskiej misji w Warszawie, minister Henri Martin, był wprawdzie w dalszym ciągu traktowany jako akredytowany przy władzach państwa polskiego, jednak zrezygnowano z wysłania go na placówkę tam, gdzie aktualnie przebywał rząd Polski (początkowo w Paryżu, potem w Angers i od końca czerwca w Londynie). Ostrożność wyrażona w ten sposób była uwarunkowana polityką neutralności Szwajcarii. Ze zrozumiałych względów w Berlinie z niezadowoleniem przyjęto pragnienie przetrwania państwa, którego terytorialną egzystencję właśnie zrabowano siłą. Niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych (Auswartiges Amt) już na początku października 1939 roku uznało, że „powstający obecnie poza Polską nowy polski «rząd»” nie ma „ani rzeczywistego, ani prawnego znaczenia. Dla nas on nie istnieje”. Zleciło ono swoim przedstawicielstwom dyplomatycznym, aby władzom swoich państw-gospodarzy dały do zrozumienia, że zawiadomienie o powstaniu polskiego „rządu emigracyjnego” powinno pozostać bez odpowiedzi. Wkrótce niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych uzyskało z Berna informację, że strona szwajcarska potwierdziła polskiemu rządowi emigracyjnemu otrzymanie problematycznej notyfikacji i zapoznanie się z jej treścią. W ten sposób Szwajcaria przyznała się wobec Berlina do swojego stosunkowo przyjaznego stanowiska wobec Polski, podczas gdy inne neutralne wówczas kraje poprzez rozmaite wybiegi wyraźnie próbowały uniknąć odpowiedzi na niemieckie oświadczenie w tej sprawie. Dalsze pisma dyplomatyczne ze strony niemieckiej nie nadeszły i podczas miesięcy drôle de guerre polska placówka w Bernie mogła prowadzić swoją działalność bez przeszkód, niepoddawana naciskom zewnętrznym. Szefem placówki był już od 1938 roku minister Tytus Komarnicki, który od wielu lat reprezentował swój kraj w Lidze Narodów w Genewie.
     Czym zajmowało się przedstawicielstwo dyplomatyczne państwa, którego rząd rezydował na obcym terytorium i nie był w stanie sprawować władzy najwyższej nad swoim krajem zajętym przez wrogie armie?

(...)


zamówienia
DZIAŁ HANDLOWY
tel. 022 632 22 15
e-mail: handlowy@piw.pl