Rafał Wojasiński
PIĘKNO ŚWIATA

wydanie I
oprawa miękka, 176 s.
cena katalogowa 24,90 zł / po rabacie 18,87 zł
ISBN 978-83-06-03200-0

      


       Piękno świata to nowy zbiór opowiadań Rafała Wojasińskiego. Autor wprowadza nas w świat prostych zdarzeń, które niepokoją, bo w swej istocie dotyczącą spraw ważnych – wiary, poniżenia człowieka, miłości, lęku przed pustką.
     Proza ta daje nadzieję, że każdy człowiek niesie w sobie niezwykłość i radość życia.

Rafał Wojasiński (ur. 1974) opublikował trzy książki Złodziej ryb (2004), Przyjemność życia (2005), Humus (2006); napisał tragifarsę Ciocia, której prapremiera odbyła się w Warszawie jesienią 2007 roku. Jest laureatem wielu nagród literackich, m.in. Nagrody im. Edwarda Stachury (2000), Nagrody im. W. Orkana (2005), Nagrody Literackiej Zeptera za debiut roku (2005); został nominowany do Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza.


fragment

(...)

     W Andrzeju zrodziła się potrzeba braterskiej miłości. Nie miał rodzeństwa. Tęsknił bardzo za kimś, kto byłby bliski, kto byłby tej samej krwi.
      – Czuję się smutny – powiedział. – Czasami ogarnia mnie smutek.
     – To naturalne – uspokajałem go.
     – Nie czuję tak. Naturalne jest jedzenie.
     – Upraszczasz jak zwykle.
     – Dla jednych świat jest prosty, bo nie rozumie ją go inaczej, nie potrafią inaczej żyć. Dla innych jest skomplikowany, bo wszystko gmatwają. Jak ty. Inni ciągle się boją, jak Julian. Nigdy nie mogę zrozumieć tego, co mówisz. Czasem pieprzysz niezłe bzdury.
     Potrzebowałem towarzystwa tego człowieka jak wielu, wielu innych osób, ale jednocześnie nade wszystko kochałem samotność, odosobnienie, bezkresne, puste pola, wiatr i ciszę murów klasztornych.
     – Nie zbijesz mnie z tropu – powiedziałem.
     – Co jest dla ciebie naturalne?
     – Co? – spytałem.
     – No jaki świat?
     – Chciałbym, żeby był cały – powiedziałem.
     – Gdzie cię położą, tam się prześpisz i się najesz.
     – Coś w tym rodzaju.
     – Tylko że od dwóch lat siedzisz w jednym miejscu.
     – Teraz czekam na pewną chwilę. Ważną chwilę – stwierdziłem.
     – Na wylew?
     – Wiesz o wylewie?
     – Pewnie, że wiem.
     – Skąd? – spytałem i poczułem, jak głowa mi zaczyna puchnąć od narastającego bólu.
     – Przejrzałem twoje wyniki. Zostawiłeś je na stoliku, jak byliśmy w kawiarni. Specjalnie je zostawiłeś?
     – Zwariowałeś?
     – Nie ganię cię za to. Człowiek ma potrzebę dzielenia się z innymi swoim nieszczęściem.
     – Nie zrobiłem tego specjalnie! – krzyknąłem.
     – Nie ma o czym mówić.
     – Przecież wiesz, że nie jestem taki.
     – Przede mną nie musisz udawać. Ja nikomu nie powiem. Twój wizerunek nie ucierpi.
     – Powiedziałeś swojej żonie? – spytałem.
     – Powiedziałem.
     – I co?
     – Nic.
     – Przecież ona rozgada – przestraszyłem się.
     – Nie. Obiecała mi, że nie.
     – Wiesz, że rozgada.
     – Przestań się zachowywać jak rozkapryszone dziecko.
     – Podwajasz moją tragedię. Nie mogę już teraz normalnie żyć – czułem, że się trzęsę.
     – Te twoje wyobrażenia. Bądź normalny, olewaj takie rzeczy.
     
– Jak mogłeś to zrobić? – spytałem.
     – Przestań być jak dziecko. Myślę, że nawet powinieneś się cieszyć. To lepiej, jak o wszystkim dowiedzą się twoi najbliżsi z drugiej ręki. Wyjdziesz na takiego, co ukrywa wszystko w imię spokoju innych. Łatwiej będzie im się przyzwyczaić do tego, że umrzesz.
     – Co ty mówisz? Nie wierzę, że tak myślisz.
     – To nie prowokuj mnie. Stało się i już – powiedział.
     Nie umiałem się długo denerwować na Andrzeja. Byłem nastawiony na zupełnie inne sprawy. Ale cierpiałem.
     – Zjemy coś? – spytał.
     – Może smażonego łososia. – Chętnie, z chrzanem.
     – Miałem dobry pomysł – ucieszyłem się.
     – Masz dużo roboty teraz?
     – Mam, ale ostatnio czuję, że grypa mnie bierze pewnie jakiś czas poleżę.
     – Może musisz trochę odpocząć?
     – Może.
     – Wiesz, że Julianowi kończy się forsa z ubezpieczenia za ojca? – spytał Andrzej.
     – Z jakiego ubezpieczenia?
     – Człowieku. Jego stary był ubezpieczony na siedemset tysięcy złotych.
     – I Julian to dostał?
     – Całość. Ale mu się to kończy. To już ładnych parę lat.
     – Nie zainwestował? – zdziwiłem się.
     – Nie. On lubi gotówkę, numerki na koncie. Przeżarł to.
     – I co teraz?
     – Zacznie znowu pić i w końcu kogoś zabije – powiedział spokojnie Andrzej.
     – Co ty mówisz?
     – Znam go. Obrażanie ludzi mu nie wystarczy, jak tylko zacznie pić.
     – Nie da mu się pomóc? – spytałem.
     – Może mi się uda. Zostało mu z pięćdziesiąt tysięcy. Jak dobrze zainwestuje te pieniądze, to wyjdzie z tego cało. Tylko musi się wyprowadzić z drogiego hotelu przy Dworcu Gdańskim, bo za rok będzie koniec.
     – Pogadam z nim – powiedziałem.
     – Jak chcesz, to pogadaj. Może mi się uda załatwić blokadę jego konta i zrobię coś wbrew jego woli.
     – Możesz tak?
     – Można to załatwić – powiedział pewny siebie.
     – Poczekaj kilka dni. Pogadam z nim.
     – Masz tydzień. Potem działam.

(...)