seria HERMANN HESSE – DZIEŁA

Hermann Hesse
ODNOWICIEL ŚWIATA
WYBÓR OPOWIADAŃ

(Erzählungen)
Przełożyła z niemieckiego Barbara Tarnas
wydanie I
oprawa twarda, 288 s.
cena katalogowa 34,00 zł / po rabacie 25,50 zł
ISBN 83-06-02995-X

Zamykając edycję dzieł zebranych Hermanna Hessego, prezentujemy wybór opowiadań pisanych z właściwą pisarzowi elegancją. Opowiadania ukazują człowieka o cechach będących wypadkową osobowości wszystkich bohaterów Hessego. Przywiązanego do ojczyzny, zarazem jednak obywatela świata. Uległego pokusom, zmysłowego, a jednocześnie ascetę. Próżniaka i obiboka, ale w głębi duszy zawsze gotowego do działania. Udręczonego życiem, a mimo to z optymizmem patrzącego na świat. Samotnika, a jednak przyjaciela ludzi. Objawiają się w opowiadaniach Hessego zawiłości duchowego rozwoju pisarza, co i rusz daje o sobie znać jego wyjątkowa wrażliwość na piękno natury.

Dotychczas w serii ukazały się:

Baśnie
Demian
Gra szklanych paciorków
Kartki ze wspomnień
Narcyz i Złotousty
Peter Camenzind
Podróż na Wschód
Rosshalde
Siddhartha
Trzy opowieści z życia Knulpa
Wilk stepowy
Wyższy świat
Księga obrazów
Podróże senne

oraz biografia Bernharda Zellera Hermann Hesse


fragment opowiadania Robert Aghion

(...)

     Twarz Bradleya spoważniała.
     – Niech pan tego nie robi! – powiedział niemal proszącym głosem.
     – A jednak to zrobię – ciągnął Aghion gorączkowo. – Zaręczę się z dziewczyną, a potem tak długo będę ją wychowywał i nauczał, aż będzie mogła przyjąć chrzest; wtedy weźmiemy ślub w kościele anglikańskim.
     – Jak się nazywa?
     – Naissa.
     – A jej ojciec?
     – Nie wiem.
     – No, do chrztu jeszcze dużo czasu; niech pan się lepiej jeszcze raz zastanowi! Oczywiście któryś z naszych może się zakochać w hinduskiej dziewczynie, często są dość ładne, a podobno też wierne i posłuszne. Ja jednak patrzę na nie ciągle jak na zwierzątka, wesołe kózki albo piękne sarny, nie jak na równe sobie.
     – Czy to nie uprzedzenie? Wszyscy ludzie są braćmi, a Hindusi to stary, szlachetny lud.
     – Pan wie lepiej, Aghion. Jeśli o mnie chodzi, zwracam dużą uwagę na uprzedzenia.
     Wstał, życzył dobrej nocy i poszedł do sypialni, gdzie wczoraj miał przy sobie śliczną wysoką praczkę. „Jak zwierzątka”, powiedział, Aghion zaś w myślach buntował się przeciw temu.
     Następnego dnia wczesnym rankiem, zanim jeszcze Bradley pojawił się na śniadaniu, Aghion kazał wyprowadzić konia i odjechał, gdy małpy w czubkach drzew wydawały poranne okrzyki. Słońce nie wzeszło jeszcze wysoko, kiedy znalazł się w pobliżu owej chaty, gdzie poznał śliczną Naissę, uwiązał konia i pieszo zbliżył się do zabudowań. Na progu drzwi siedział nagi chłopczyk i bawił się z młodą kózką, której ze śmiechem dawał się raz po raz uderzać w piersi.
     Gdy przybyły miał już skręcić ze ścieżki i wejść do chaty, wyszła z niej, mijając chłopca, młoda dziewczyna, w której natychmiast rozpoznał Naissę. Znalazła się na drodze z wysokim glinianym dzbanem na wodę w prawej dłoni i oddaliła się, nie zwracając uwagi na Aghiona, a ten podążył za nią zachwycony. Wkrótce dogonił ją i wypowiedział słowa powitania. Uniosła głowę, odpowiadając cicho na pozdrowienie, i pięknymi brązowozłotymi oczami spojrzała chłodno na mężczyznę, jakby go nie znała, a gdy ujął jej dłoń, przestraszona cofnęła się i odeszła pośpiesznym krokiem. Towarzyszył jej aż do murowanego zbiornika na wodę, gdzie ze słabego źródła woda spływała cienkim, oszczędnym strumieniem po starych, omszałych kamieniach; chciał jej pomóc napełnić i wyciągnąć dzban, ale w milczeniu odtrąciła go z upartym wyrazem twarzy. Był zdziwiony i rozczarowany taką nieprzystępnością, wyjął więc z torby prezent, który jej przywiózł, i nieco przykro było mu patrzeć, jak natychmiast zapomniała o oporze i sięgnęła po przedmiot, jaki jej zaoferował. Była to mała emaliowana puszka z wymalowanymi ładnymi kwiatkami, a wewnętrzna strona okrągłego wieczka stanowiła lusterko. Pokazał jej, jak się je otwiera, i włożył puszkę w jej dłoń.
     – Dla mnie? – spytała, patrząc jak dziecko.
     – Dla ciebie! – powiedział, a gdy bawiła się puszką, pogłaskał jej miękkie jak aksamit ramię i długie czarne włosy.
     Gdy mu podziękowała i niezdecydowanym gestem chwyciła pełny dzban, spróbował powiedzieć jej coś miłego i czułego, co najwidoczniej zrozumiała tylko w połowie, a gdy zastanawiał się nad odpowiednimi słowami, nagle przepaść między nimi wydała mu się ogromna i ze smutkiem pomyślał, jak mało ich łączy i jak długo, długo trwać będzie, zanim zostanie jego żoną i przyjaciółką, pozna jego język, zrozumie jego duszę i będzie mogła dzielić jego myśli.
     Tymczasem dziewczyna powoli udała się w drogę powrotną w stronę chaty, a on kroczył u jej boku. Chłopiec i kózka w zabawie oddali się szaleńczej pogoni; jego czarnobrązowe plecy połyskiwały metalicznie w słońcu, a wydęty od ryżu brzuch sprawiał, że nogi wydawały się zbyt cienkie. W przypływie zdumienia Anglik pomyślał, że, gdy poślubi Naissę, owo dziecko natury zostanie jego szwagrem. By uciec przed tą wizją, ponownie spojrzał na dziewczynę. Wpatrywał się w jej zachwycająco delikatną twarz, wielkie oczy, chłodne dziecięce usta i zastanawiał się, czy będzie miał to szczęście, by dziś jeszcze otrzymać z tych ust pierwszy pocałunek.
     Z takich przyjemnych myśli wyrwała go postać, która nagle wyszła z chaty i stanęła jak duch przed jego niedowierzającymi oczami. Ukazała się w drzwiach, przestąpiła próg i już stała obok niego - druga Naissa, lustrzane odbicie pierwszej, a to lustrzane odbicie śmiało się i witało go, sięgnęło do chusty na biodrze i wyciągnęło coś, czym triumfująco wymachiwało nad błyszczącą w słońcu głową i co po chwili rozpoznał. Były to małe nożyczki, jakie niedawno podarował Naissie, a dziewczyna, której dziś dał lustrzaną puszkę, w której piękne oczy spoglądał i której ramię gładził, nie była Naissa, lecz jej siostrą. Gdy obie dziewczyny stanęły obok siebie i wciąż ledwo mógł je odróżnić, zakochany Aghion poczuł się niewymownie zdradzony i wyprowadzony w pole. Dwie sarny nie mogły być bardziej do siebie podobne, a gdyby w tym momencie kazano mu wybrać jedną, zabrać ze sobą i zatrzymać na zawsze, nie wiedziałby, którą z tych dwóch kochał. Powoli rozpoznał, że prawdziwa Naissa jest starsza i nieco niższa, lecz miłość, której przed chwilą zdawał się tak pewien, rozłamała się i rozpadła na połowę jak obraz dziewczyny, nieoczekiwanie i niesamowicie podwojony przed jego oczami.
     Bradley nie dowiedział się o tym zdarzeniu, nie zadawał też pytań, gdy w południe Aghion wrócił do domu i w milczeniu usiadł przy stole. Następnego ranka, gdy przybyli kulisi Aghiona, zapakowali jego skrzynie i worki, a wyjeżdżający raz jeszcze dziękował gospodarzowi i wyciągnął ku niemu rękę. Bradley mocno uścisnął mu dłoń i powiedział: – Szczęśliwej podróży, mój chłopcze! Nadejdzie czas, gdy będzie pan usychać z tęsknoty za widokiem prawdziwej, nudnej angielskiej głowy zamiast słodkich hinduskich pysków! Niech pan wtedy przyjdzie do mnie, a zgodzimy się we wszystkich sprawach, w których dziś jeszcze mamy odmienne zdania!

(...)

SPIS RZECZY

Z czasów dzieciństwa 5

Gimnazjalista 26

Pod dawnym słońcem 63

Zaręczyny 111

Walter Kömpff 132

Robert Aghion 175

Emil Kolb 215

Odnowiciel świata 250


Iwona Pacholec
Państwowy Instytut Wydawniczy
tel. 022 826 02 01-05 w. 214
e-mail: promocja@piw.pl
www.piw.pl