DZIENNIK MARY Z REGUŁ

wydanie I

oprawa twarda, 130 s.
cena katalogowa 43,00 zł / po rabacie 32,25 zł
ISBN 83-06-03040-0

Dziennik pisany w 1901 roku przez młodziutką mieszkankę podwarszawskiego dworku stał się w drugiej połowie lat sześćdziesiątych kanwą jednego z programów Piwnicy pod Baranami. Piotr Skrzynecki wybrał tylko te jego fragmenty, które bawiły bywalców Piwnicy naiwnością – w zderzeniu z ówczesną rzeczywistością – ocen i poglądów autorki, opisami jej młodzieńczej miłości do panicza, a także rozmaitymi rozterkami, które wydawały się publiczności tak odległe, że nawet groteskowe.

Prezentowany dziennik zawiera coś więcej niż tylko pożywkę dla śmiechu. Jest obrazem życia ziemiaństwa polskiego początków dwudziestego wieku, a także życia mieszkańców Warszawy – część rodziny autorki przeniosła się do stolicy, a i ona często tam przebywała, to ucząc się śpiewu, to znów odwiedzając teatry czy sale koncertowe. Na kartach dziennika Mary pojawia się wiele postaci, można też znaleźć sporą liczbę cytatów z lektur fascynujących autorkę.

fragment

Reguły, 15 lipiec, jedenasta wieczór.

     Cudna noc dzisiaj, taka ogromnie cicha i gwiaździsta, niebo całe zasłane gwiazdami.
     Co za bezmierna cichość jest wokół...
     Siedziałam długo w oknie, przechyliłam głowę i oparłam ją o framugę okna, patrzałam na niebo, wsłuchiwałam się w ciszę nocy i marzyłam... Dziwny spokój począł we mnie wstępować, ale tęskność objęła mi duszę...
     Witu, kocham Cię... kocham, kocham!
     – Myślisz Ty o swojej Mary?... Myślisz i kochasz ją?
     Ach, Witu jedyny, kochaj mnie, kochaj! Kochaj! Tak jak ja Ciebie, niech ja Ci będę Twoją najdroższą myślą, Twoim sercem, Twoją duszą, Twoim tchnieniem! jedynym najdroższym ukochaniem!
     Ja Ciebie tak ogromnie kocham, że słów mi braknie na wypowiedzenie tego, co czuję, tylko łzy z ogromnego kochania do oczu się cisną, i chciałabym uciec od wszystkich ludzi, być w zupełnej ciszy i samotności, tylko w duszy pieścić się Twoim najdroższym mi obrazem.
     Oj, Witu, zabrałeś duszę Mary... zabrałeś całe serce... i co Ty z nimi uczynisz? Jam o tym nie myślała, dając Ci je...

Reguły, 16 lipiec

     Czytam „Bez dogmatu” i coraz więcej Witold wydaje mi się podobnym do Płoszowskiego; miałam to wrażenie od początku, gdy go poznałam, i to wrażenie teraz potęguje się coraz bardziej. Witold ma niezmiernie wydelikacone nerwy i niezmiernie jest wrażliwy, przy tym, zdaje mi się, że należy do ludzi, idących za pierwszym popędem, i nieraz może bardzo się nie zastanawia, co potem będzie. To jednak nie dowodzi u niego, aby był lekkomyślny, tylko wypływa z nadmiernej wrażliwości, iż działa pod wpływem chwilowego wrażenia. Jest ogromnie uczuciowy, nawet możnaby go nazwać nadczułym, przy tym jest prędki i gwałtowny, ogromnie silnie wszystko odczuwa. Boję się jednego... czy chwilowego uczucia, będąc pod silnym jego wrażeniem w danej chwili, nie bierze za uczucie prawdziwe, silne i trwałe. Nie wiem, być może, że się mylę... i chciałabym się mylić.
     Jest nadzwyczajnie subtelny i czuły, lada jakie niebacznie powiedziane słowo sprawia mu ból i nagle twarz jego cała poczyna drgać, usta drżą i mają jakiś dziwny bolesny wyraz, nozdrza drgają i oczy mają jakieś zielone błyski, i takie wtedy zimne, chwilami stalowe, chwilami takie złowrogie, jakby chciały kogo poszarpać. Jaki on wtedy ogromnie piękny! Nie jest taki kochany i taki jak ja go sobie wymarzyłam, ale taki za to piękny, taki po prostu porywający tą swoją siłą wyrazu, że gdybym umiała malować, to w takiej chwili jedynie chciałabym go malować – mój zmysł estetyczny przechodzi całe niebo zachwytów.
     Powiedziałam, że Witold wydaje mi się podobnym do Płoszowskiego, owszem, jego uczuciowość, jego ogromna subtelność i delikatność uczuć, siła uczuć, ich wielkość, i niezmierne wydelikacone nerwy są podobne do Płoszowskiego, ale Witold ma duszę bardziej dogmatyczną, bardziej silną, ma dużo woli i energii – czego brak Płoszowskiemu.
     Czy Witold jest egzaltowany? Zapewne, ale jego egzaltacja to po prostu wybujałość uczuć, to jego nadmierna wrażliwość, która jednakże nie przejawia się w słowach, a jest ukryta w głębi serca. On jest ogromnie inteligentny i rozumny, bardzo poważnie myślący, co mu jednakże nie przeszkadza być bardzo wesołym i dowcipnym. Pamiętam, że ja zawsze ten rodzaj ludzi tylko lubiłam, to połączenie powagi ducha z pozorną wesołością, która płynie z młodości i siły życiowej zawsze mnie ogromnie pociągało.
     Zastanawiałam się nieraz nad tym, że ja jestem nawet bardzo podobna z charakteru do Witolda, tylko nie mam jeszcze tyle silnej woli i hartu, u mnie są dopiero przebłyski woli, która z czasem może się wyrobić. Wrażliwość moja i uczuciowość jest za to zupełnie taka sama, ale znów egzaltacja jest znacznie większa, gdyż nie umiem jej dobrze ukryć. Powiedział mi kiedyś p. Wilczewski, że mam jasność sądu, ale niedużo krytycyzmu i że jestem inteligentna, a mimo to nieraz w przystępie egzaltacji niezupełnie konsekwentna – a Witold znów ma sporą dozę krytycyzmu i zawsze jest konsekwentny, bo znacznie ode mnie rozumniejszy i inteligentniejszy.
     Doskonale rozumiem, dlaczego nieraz jestem niekonsekwentna, oto dlatego przede wszystkim, że ja w życiu prawie zawsze kieruję się sercem, nie zaś rozumem, a moja krytyka pochodząca z serca nieraz się mylić może i myli, to ja za dobrze w ogóle myślę o ludziach i za bardzo wierzę. W wielu razach w moich „małych dysputach” z Julem H. czuję nieraz, że jestem niezupełnie konsekwentną, bo za bardzo się zapalam i „do upadłego”, jak mówi p. AAanteuffeF, walczę w obronie moich przekonań, które przecież nieraz mogą być niezupełnie racjonalne i dobre, ponieważ jakkolwiek umiem odróżnić dobre od złego, ale jestem jeszcze życiowo bardzo mało wyrobioną i w wielu razach mogę się mylić.
     Odczuwam jednakże bardzo dobrze tę różnicę u Wita, że on nie tylko sercem się kieruje, ale i rozumem, i dlatego na pewno w swoim życiu nigdy nie powiedział żadnego głupstwa, co mnie mimo iż takie przyznanie dotyka mojej ambicji – nieraz już się zdarzyło... Sienkiewicz doskonale mówi, że: „rozum to jest latarka, którą sobie musi świecić i cnota, i dobroć, i serce – inaczej mogą sobie porozbijać nosy, a co gorzej, porozbijać nosy drugim”30.
     Co mi się szalenie w Witu podoba, to ta jego bujność życia, ta siła życiowa, która niemal w każdym słowie się przejawia, w ruchach nawet jest ogromna żywość, a nie jest nic a nic „narwany”. Ach, on tak zupełnie zadawala mnie estetycznie!
     Ma nawet bardzo ładne ręce i nogi (na co ja tak uważam), niedobre tylko paznokcie, ale przypuszczam, że gdybym go o to poprosiła, uczyniłby to dla mnie. Pamiętam, że kiedyś jeszcze mówiłam mu, że nie lubię u mężczyzn bardzo krótko strzyżonych włosów (a w tym właśnie czasie miał je ostrzyc krótko), otóż zauważyłam, że ilekroć miał się spotkać ze mną na jakim zebraniu – zawsze miał dłuższe, raz nawet troszeczkę karbowane żelazkiem. To było widoczne, że chciał mi się podobać; ogromnie się cieszyłam, że tego pragnie.
     W wielu razach w gustach się zgadzamy, bywa nawet niekiedy, że podobne zdania mówimy. Wito nie ma równego usposobienia i spokojnego, i w tym więc jestem do niego podobna.


Iwona Pacholec
Państwowy Instytut Wydawniczy
tel. 022 826 02 01-05 w. 214
e-mail: promocja@piw.pl
www.piw.pl