Marek Kwiatkowski
GAWĘDY WARSZAWSKIE
Część 2


wydanie I, ilustracje czarno-białe, 400 s.
cena katalogowa 50,00 zł / po rabacie 37,50 zł
ISBN 978-83-06-03307-6

Profesor Marek Kwiatkowski, były dyrektor Łazienek Królewskich i znakomity varsavianista w drugim tomie swoich gawęd przypomina Warszawę lat trzydziestych XX wieku. Warszawa tamtych czasów była miastem z pogranicza przeszłości i nowoczesności. Świeciły w niej jeszcze latarnie gazowe, a po kocich łbach jeździły dorożki i wozy towarowe ciągnięte przez perszerony. W tę przeszłość wjeżdżały automobile, sygnalizując swoją obecność dźwiękiem trąbek. Chodniki wypełniał tłum przechodniów: obok ludzi ubranych bogato można było zobaczyć kobiety w chustach na głowie, mężczyzn w czapkach maciejówkach i brodatych Żydów w chałatach.
      Architektura Warszawy tamtych lat prezentowała się imponująco. Autor poznawał miasto już jako mało chłopiec na rodzinnych spacerach. Dzisiaj swoją bogatą wiedzą dzieli się z czytelnikiem, zabierając go na przechadzkę po nieistniejących zakątkach i ulicach, opowiadając historie domów ukryte w archiwaliach i historie mieszkających w nich ludzi. Jego gawędy to piękna rekonstrukcja dawnej Warszawy – jej ulic, placów i budynków, po których pozostał ślad jedynie na fotografii lub rysunku.


fragment

„MA ZASZCZYT DONIEŚĆ...”

Wydawanie przepisów, pozwoleń i kontrolowanie ich przez Policję Budowlaną, czy są one respektowane, uwrażliwiło osoby postronne na różne poczynania architektoniczne. Tak też należy traktować anonimowe doniesienie, przekazane 12 lutego 1860 roku „głównemu prezydującemu” w Komisji Spraw Wewnętrznych i Duchownych, tajnemu radcy Pawłowi Muchanowowi. Oto jego obszerne fragmenty: „Jeszcze w roku 1855 budowniczy Kropiwnicki i inni dali opinię, że w domu pod Nr 890 przy ulicy Białej położonym są urządzone dwie suteryny na mieszkanie, z których w jednej jest zaprowadzony sklepik z różnymi artykułami do życia. Przy urządzaniu tych suteryn odstąpiono od planu i przepisów Policji Budowniczej, albowiem z okienek do oświetlania suteryn służących urządzono do wchodu drzwi zaledwie półtora łokcia wysokości mające, otwierające się na trotuar (...) tych wszystkich niedogodności publiczność tak przechodząca, jak i do sklepiku wchodząca jest wystawiona na bardzo częste niebezpieczeństwa pokaleczenia się, a nawet z tego powodu utratą życia zagrażające. [Pisma kierowane] były do właściwych władz przez naocznego świadka upadku wchodzącej dziewczyny, ale te skutku dotychczas nie otrzymały (...) każdy przechodzący oprócz budowniczego zwraca swoją uwagę (...) Powodowany dobrem ogółu przechodniów i wchodzących do sklepiku (...) sąsiad ma zaszczyt donieść o tym Jaśnie Wielmożnemu Panu i upraszać się zapobieżenia dalszym wypadkom, [by] ze swego ramienia zesłał delegowanego dla sprawdzenia niniejszego doniesienia (...) najniższy sługa. Sąsiad”.
     Sklep zamknięto na czas sprawdzania prawdziwości doniesienia. Józef Jasiński, właściciel sklepu, napisał odwołanie, ale czy poskutkowało, nie wiemy. A jeśli chodzi o aspekt moralny anonimu, to może on zawierać pewne słuszne spostrzeżenia, podobnie jak dziś niepodpisany osąd w internecie.
    W powyższym „doniesieniu” wspomniane zostało nazwisko znanego architekta Alfonsa Kropiwnickiego, do którego „Sąsiad” odnosi się raczej z rezerwą. A może ów donos napisał kolega-konkurent? A może przeróbka sutereny na sklep, tak jak i cała kamienica przy Białej, była pracą Kropiwnickiego?
     Jedyna fotografia ulicy Białej sprzed 1939 roku z uwidocznionym interesującym nas obiektem nie wyklucza możliwości istnienia sutereny ze względu na wysoko osadzone okna w cokole, choć styl fasady wskazuje na późniejszy czas jej powstania. Może stara kamienica była później przebudowana?
     Dom z nieszczęsnym sklepikiem, do którego dostęp groził „niebezpieczeństwem pokaleczenia się”, już nie istnieje, podobnie jak i cała ulica, zniszczona w 1944 roku. Zachował się tylko donos „Sąsiada”.

(...)


zamówienia
DZIAŁ HANDLOWY
tel. 022 632 22 15
e-mail: handlowy@piw.pl