Jerzy Suszko
DONOSY NA KISIELA

Zeznania kandydata na donosiciela

posłowie Jerzy Kisielewski
wydanie I

ilustracje czarno-białe, 204 s.
cena katalogowa 27,50 zł / po rabacie 20,63 zł
ISBN 83-06-03028-1

Wspomnienia Jerzego Suszki to seria krótkich migawek, ułożonych chronologicznie, dotyczących wieloletniej znajomości autora ze Stefanem Ksielewskim. Zostają w niej przywołane wspólne rozmowy, wycieczki, anegdoty o czasach i ludziach współczesnych autorowi (Leopold Tyrmand, Miron Białoszewski, Zbigniew Herbert, Bohdan Tomaszewski). Możemy poczuć raz jeszcze osobowość i cięty dowcip Kisiela. Wspomnienia o Kisielewskim przynoszą nowe informacje o inwigilacji Stefana Kisielewskiego przez Służbę Bezpieczeństwa oraz roli, jaką odegrał w niej Jerzy Suszko.

Jerzy Suszko, (ur. 1921) – dziennikarz sportowy, pracował w „Ekspressie wieczornym” i „Kurierze Polskim”, współpracował z „Tygodnikiem Powszechnym” i „Światem”. Jest autorem dwóch powieści dla młodzieży oraz trzech scenariuszy filmowych o tematyce sportowej (razem z Bohdanem Tomaszewskim). Film Bokser, według jego scenariusza, w reżyserii Juliana Dziedziny, z Danielem Olbrychskim w roli głównej, zdobył nagrodę na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji.

PATRONAT MEDIALNY


fragment


Cudowne dziecko?

     – Czy byłeś cudownym dzieckiem?
     – Nie. Na fortepianie zacząłem grać dopiero w wieku dwunastu lat. Rodzice nie chcieli, żebym uczył się muzyki. W domu nie było fortepianu. Narysowałem wiec klawiaturę na stole i bębniłem po całych dniach. Wtedy ojciec uznał, że to poważna sprawa, i wynajął instrument.
     – Wizyta w filharmonii?
     – Pierwsza? Miałem już piętnaście lat. Dyrygował Grzegorz Fitelberg. Nie pamiętam, czy to było przed czy po zamachu majowym, ale pamiętam program: Symfonia klasyczna Prokofiewa, Pietruszka Strawińskiego, Daghnis i Chloe Ravela. Największe wrażenie zrobiła na mnie Symfonia klasyczna i do dziś pozostała moim ulubionym utworem. Jest w niej ruch, kolor, nie ma chwili nudy.
     Na przykładzie Mozarta Kisiel wyjaśnił w Gwiazdozbiorze muzycznym, co to jest cudowne dziecko: „Mając lat cztery, zaczął komponować, w wieku lat sześciu grał świetnie na fortepianie i nieźle na skrzypcach, zaś jako dwunastoletni chłopiec napisał pierwszą operę”.
     Powtarza się historia z Jankiem Lothem. Małemu Kisielowi nie wystarczyło przyglądać się, jak Loth kopie piłkę, sam chciał kopać. Tak i teraz. Nie wystarczyło, że posłuchał muzyki Prokofiewa, sam chce komponować. Żeby to chodziło o melodie łatwo wpadające w ucho, jak „Rozkwitały pąki białych róż” albo „Hej, dziewczyno, hej, niebogo”, ale nie. Chce komponować muzykę poważną, do tego awangardową!
     Póty męczył rodziców, póty wiercił dziurę w brzuchu, aż zrezygnowani – o innym zawodzie marzyli dla syna – zaprowadzili go do konserwatorium. Tu czekała ich niespodzianka. Nie powiem, że miła. Muzykowanie malca spotkało się z uznaniem znawców. Ledwie nauczył się stawiać znaczki na papierze nutowym, zanotował utwór, który chodził mu po głowie. Nazwał go Koncert na orkiestrę. Prawykonanie odbyło się, w obecności szesnastoletniego kompozytora i jego rodziców w salce konserwatorium.
     Przez dwa lata uczęszczał do dwóch szkół: do gimnazjum i do konserwatorium. Do gimnazjum miał teraz dalej. Przeniosło się ze Składowej na Kapucyńską. Kisielewscy też zmienili mieszkanie. Przeprowadzili się na Smolną. Nie ma już tego odcinka Kapucyńskiej, nie ma już budynku szkolnego. Możemy go sobie wyobrazić – w pobliżu hipoteki, parę metrów nad jezdnią alei Solidarności (dawnej Trasy W-Z).
     Spytałem, jakimi tramwajami dojeżdżał na Kapucyńską. Ożywił się, jak się ożywia każdy stary warszawiak, gdy rozmowa zejdzie na temat komunikacji miejskiej przedwojennej Warszawy:
„Z Mokotowskiej mogłem dojeżdżać Marszałkowską tramwajami O albo 3. Oba dochodziły do Miodowej. Gdy przeprowadziliśmy się na Smolną, jeździłem 9. Szła Nowym Światem, skręcała w plac Teatralny. Na placu wysiadałem, szedłem na skróty przez teren komisariatu policji. Policjanci przepędzali nas, ale nie odnosiło to skutku”.
     W domu na Smolnej 20 i w okolicznych domach mieszkało sporo interesujących ludzi. Właścicielem domu był pan Bulzacki. Mieszkał tam również Wiesław Strzałkowski, który potem został ministrem oświaty w londyńskim rządzie na uchodźstwie. W najbliższym sąsiedztwie mieszkał Boy z rodziną i publicystka oraz autorka książek dla młodzieży Stefania Sempołowska. A opodal na Nowym Świecie Leopold Staff. Na rogu Nowego Światu i Smolnej stał piękny dom Branickich, mieszkał w nim aktor Jerzy Leszczyński. W domu tym „straszyło”. Pewnego wieczoru żonie Leszczyńskiego, pani Niusi Belinie, ukazało się ciało astralne Ossowieckiego, sławnego telepaty i jasnowidza.
     Opisując to „wydarzenie”, Kajetan Morawski przytacza wyjaśnienie Ossowieckiego: „gdy jego ciało astralne odbywało wędrówkę po mieście, jego ziemska powłoka leżała przez ten czas w stanie kataleptycznym pod baczną obserwacją przybyłego z Paryża profesora Gereya. Ossowiecki zarzekał się, że rozdwojenia dokonał jedynie na usilną prośby francuskiego uczonego i że więcej nie ponowi eksperymentu. W ciągu nocnej wędrówki astralnej czuł, że ze światem trójwymiarowym normalnego bytu ziemskiego łączy go cienka nić, która łatwo może ulec przerwaniu. A był nie tylko magikiem, ale i inżynierem, i poza metafizyką lubił także ostrygi”.
     Na drugim krańcu Smolnej, dziś już nie istniejącym, od Wisły, stał kiedyś mały domek, w którym mieszkał i z którego dowodził ostatnią fazą powstania styczniowego Romuald Traugutt.

(...)

Ragtime

     To, że obaj lubimy ragtime, odkryliśmy przypadkiem. Nie pamiętam już, z jakiego powodu Kisiel siadł do fortepianu i grał różne kawałki, a gdy się rozegrał, zamiast dalej grać z pamięci, sięgał po nuty. – Teraz zagram ci coś, co naprawdę lubię. I zagrał Scotta Joplina. To właśnie ragtime Joplina wykorzystał reżyser Żądła jako kongenialnąmuzyczny ilustracje filmu, i tak się zaczęły nasze Joplin sessions. Niewiele ich było, ale miały swój rytuał, polegający na tym, że obaj przybierajmy miny ludzi wtajemniczonych i milczeliśmy jak zaklęci. Niech przemówi Joplin!
     Na Joplin session przychodziłem punktualnie, witałem się z panią Lidią. Stefan czekał niecierpliwie i bez słowa prowadził mnie do siebie, do niewielkiego pokoju, gdzie stał wąski tapczanik, imponujących rozmiarów regał z równiutko poustawianymi książkami, skromne biurko i jeszcze skromniejszy, stary fortepian, podejrzewam, nader rzadko strojony. Konspiracyjnie zamykał drzwi i wciąż milcząc, wyciągał nuty (Joplin zawsze pod ręką) i zaczynając na moją niemą prośbę od Mapie Leaf Rag, grał ragtime jeden za drugim. Ragtime’u nie powinno się grać z nut, ale Kisielowi nie chciało się uczyć muzyki na pamięć, wiec pochylony nad nutami wodził po nich oczami krótkowidza i grał, myląc się od czasu do czasu.
     Ragtime to jeszcze nie jazz, ale w formowaniu jazzu odegrał pewną role, przyczyniając się do wzbogacenia jego instrumentacji o fortepian. Pięknie to przedstawił Leopold Tyrmand w U brzegów jazzu. Wstęp napisał Stefan Kisielewski. Broniąc „nieczytelności” poszczególnych partii utworów jazzowych, autor wstępu pisze: „Wielki Liszt namiętnie lubił grywać na rozstrojonych fortepianach, wsłuchując się godzinami w nowe aliaże dźwiękowe, pogrążając się w świecie, gdzie tonika jest toniką, a zarazem nie jest”. Kisielowy wstęp to wielka pochwała jazzu i wielka nim fascynacja. Jeszcze jeden klucz do złożonej osobowości Kisiela. Fascynuje go w ragtimie i w jazzie to, co fascynuje go w świecie i ludziach: symbioza sprzeczności.
     Przyjaźń Kisiela z Tyrmandem zasadzała się, jak sądzę, na przyciąganiu przeciwieństw. Tyrmand był autokreatywnie upozowany, w Kisielu nie było krztyny pozy, Tyrmand pokazywał się najchętniej w nienagannie skrojonym garniturku, Kisiel nie rozstawał się z wiatrówką, Tyrmanda nie wyobrażam sobie przy kiosku z piwem jeśli coś spożywał na stojąco, to tylko na wytwornych przyjęciach d la fourc/iette, Kisiel nie gardził piwem wlanym przy kiosku prosto z butelki do wyschniętego gardła, obaj byli wielbicielami plebejskiego folkloru, ale Kisiel chętnie mieszał się w tłum, Tyrmand najchętniej oglądał tłum z daleka. Niby łączyły ich liberalne poglądy, ale Tyrmand wyznawał liberalizm, jeśli można tak rzec, ortodoksyjny, Kisiel, jeśli w ogóle cokolwiek wyznawał, liberalizm otwarty na wszystko co rozsądne.

(...)


zamówienia
DZIAŁ HANDLOWY
tel. 022 632 22 15
e-mail: handlowy@piw.pl