Rafał Żebrowski jest najbliższym krewnym Zbigniewa Herberta – jego siostrzeńcem – a z zawodu historykiem specjalizującym się w badaniu dziejów kultury. Wielokrotnie zabierał publicznie głos w sprawach herbertowskich. Jego najnowsza książka przedstawia genealogię rodziny Herbertów oraz biografię Zbigniewa Herberta z okresu dzieciństwa i młodości. Autor dotarł do bardzo licznych nieznanych dokumentów i dokonał wielu nowatorskich ustaleń. Czytelnik znajdzie w książce nie tylko prezentację dziejów rodziny i poety na tle epoki, ale również interesujące odniesienia w jego twórczości. Jest to pierwsze tak poważne opracowanie dotyczące Autora Pana Cogito.
FRAGMENT
Wprowadzenie
Tak się bowiem składa, że szerszemu ogółowi, a nawet bardzo uczonym polonistom, w istocie niewiele wiadomo o tym, na jakiej glebie wyrósł ten jeden z największych polskich pisarzy. Doprawdy trudno mi powiedzieć, czemu aż tak małą wagę przywiązywano do tej kwestii. Wypadałoby tu też wygłosić całą tyradę na temat tempa naszych czasów, które każą nam np. odrzucać jako przestarzałe przedmioty wymyślone i stworzone przed dwoma lub trzema laty. W stosunku do dzisiejszych obiektów westchnień łakomych posiadaczy telefonów komórkowych, komputerów i innych elektronicznych cacek – pióro, atrament i lampa, których odejście opiewał w swej Elegii Zbigniew Herbert, zdawały się po prostu wieczne. Toteż skupię się jedynie na jego genealogii oraz dzieciństwie i wczesnej młodości, pozostawiając sobie na później inne etapy żywota Księcia Poetów.
Dlatego również przy wyborze tytułu tej książki postanowiłem ostatecznie sięgnąć po cytat z wiersza Moje miasto, który zarazem stanowi jej motto:
...ocean lotnej pamięci
podmywa kruszy obrazy
w końcu zostanie kamień
na którym mnie urodzono
co noc
staję boso
przed zatrzaśniętą bramą
mego miasta.
Do utworu tego niechybnie przyjdzie nam jeszcze sięgać, przeto wypada jedynie zwrócić uwagę na metaforę kamienia, użytą tu z niezwykłą precyzją, a równocześnie bardzo wieloznaczną. Świadomie przy jej interpretacji odrzucam cały bagaż erudycyjny, gdyż wówczas musiałbym zacząć pisać zupełnie nowy i całkiem opasły traktat. Tak więc popularne powiedzenie wyraża życzenie: „Oby się tacy na kamieniu rodzili!”. Chodzi w nim o to, by zacni byli na tym niedoskonałym świecie jak najpowszedniejszym zjawiskiem. Wszakże początek życia ludzkiego jest stworzeniem nowego mikrokosmosu. Musi się on opierać na czymś trwałym, konkretnym, co można by porównać właśnie do kamienia węgielnego. W istocie zasadniczą cechą osobowości Herberta jest zwrócenie się ku historii, ale nie w celu pustego jej rozpamiętywania, tylko ciągłej z nią konfrontacji. Wielokrotnie też on sam podkreślał, że postawa taka wymaga wysiłku, a często i odwagi patrzenia w twarz upiorom współczesności oraz słabości własnej i naszych bliźnich (por. np. szkic Duszyczka). W jednej z wypowiedzi Poeta, rozgniewany niegodziwością osoby niegdyś mu drogiej, stwierdził, iż zupełnie nie pojmuje formuły „socjalizmu z ludzką twarzą”, nie znosi bowiem hybryd - gdyż potwór powinien mieć twarz potwora.
Wrzesień
Właściwie z zasady miewam wątpliwości, kiedy słyszę uwagi w rodzaju: „od tego momentu zaczęło się dla mnie nowe życie” bądź „doświadczenie owo w sposób decydujący zaważyło na całej mej przyszłości”, a zwłaszcza wynurzenia twórców, gdy dokonują analizy swego żywota w sposób nadto uporządkowany, używając twardych podziałów na okresy, precyzyjnie charakteryzowane, i to w opozycji do poprzednich „epok egzystencjalno-artystycznych”. Życie to nie literatura dziejopisarska i czasem mały epizod, ba, jedno spojrzenie, błysk świadomości, nawet niezauważony przez nas samych, może odmienić jeśli nie koleje losu, to przynajmniej szlaki wrażliwości. Historia nas gniecie i dławi, ale duch często wymyka się jej przemocy. Nie ma jednak wątpliwości, że ludziom, dla których Druga Rzeczypospolita była ojczyzną i tkliwą matką, a do tych niewątpliwie należał Zbigniew Herbert, we wrześniu 1939 roku cały świat runął na głowę. Oczywiście, Zbyszek był wówczas chłopcem, może nawet nazbyt dziecinnym, ale przełom ów już w pierwszych miesiącach okupacji sowieckiej był traumatyczny. Nie sposób nie zauważyć, że we wrześniu 1939 roku rozpoczęło się przeobrażenie małego Zbysia w Zbigniewa-obywatela.
(...)
Herbert, jako poeta, pozostawił nam wiele wskazówek, ukazujących cały dramatyzm owego przełomu. Relacje poetyckie na ten temat zostały przekazane słowami prostymi. Autor stronił od egzaltacji, dążąc ku coraz to głębszej uniwersalizacji własnego doświadczenia. Warto przyjrzeć się tej drodze twórczej choćby tylko w generalnym zarysie. Debiutancki tom Herberta, Struna światła (1956), otwiera wiersz Dwie krople. Utwór ten ma wiele symbolicznych znaczeń, ale można go także uznać za rodzaj prologu, i to nie tylko do tej małej książeczki, ale i całej twórczości Poety. W jej centrum stanąć miał człowiek i jego szlachetne uczucia, widziane poprzez pryzmat doświadczenia pokolenia, którego młodość została skonfrontowana z okrutnym czasem wojny, zdającej się grozić zagładą wszystkich fundamentalnych wartości, i to w sposób dotąd w dziejach niespotykany.
(...)
|