Warszawa lat trzydziestych XX wieku była miastem z pogranicza przeszłości i nowoczesności. Jeszcze świeciły w niej latarnie gazowe, a po kocich łbach jeździły dorożki, wozy towarowe ciągnięte przez perszerony, w większych ulicach hałasowały tramwaje. W tę przeszłość wjeżdżały automobile, sygnalizując swoją obecność dźwiękiem trąbek. Chodniki wypełniał tłum przechodniów, obok ludzi ubranych bogato widziało się kobiety w chustach na głowie, mężczyzn w czapkach maciejówkach, brodatych żydów w chałatach.
Architektura Warszawy tamtych lat prezentowała się imponująco. Profesor Marek Kwiatkowski, były dyrektor Łazienek Królewskich i znakomity varsavianista, poznawał miasto już jako mało chłopiec, chodząc na spacery z rodziną. Dzisiaj swoją imponującą wiedzą dzieli się z czytelnikiem, zabierając go na spacer po nieistniejących już zakątkach i ulicach, opowiadając historie domów ukryte w archiwaliach i historie mieszkających w nich ludzi. Jego gawędy o Warszawie to piękna rekonstrukcja dawnej Warszawy, jej ulic, placów i budynków, po których pozostał ślad jedynie na fotografii lub rysunku. Na okładce wykorzystano reprodukcję obrazu olejnego Marka Kwiatkowskiego. fragment PLAC WARECKI
Pierwotna nazwa placu Powstańców Warszawy brzmiała: plac Warecki, od urzędu Józefa Pułaskiego, starosty wareckiego, którego dwór znajdował się na wydłużonej posesji, ciągnącej się od ulicy Nowy Świat aż do traktu biegnącego od Rozdroża Złotych Krzyży na północ. Ten trakt, obok drugiego, zwanego Królewskim, był drogą otaczającą miasto i prowadzącą do miasteczka Grzybów. Po potopie szwedzkim w drugiej połowie XVII wieku nastąpiło jej rozdwojenie przy obecnym zetknięciu się ulicy Brackiej z ulicą Zgoda. Nową trasę na dalszym północnym odcinku nazwano ulicą Mazowiecką, od urzędu Antoniego Rudzińskiego, starosty mazowieckiego. Droga, przecinając w poprzek istniejący układ pól ornych, na wysokości dworu Pułaskiego omijała znajdujące się pośrodku jeziorko, zasilane podskórnym źródłem. Woda wypływała stąd strumieniem w kierunku Wisły wzdłuż późniejszych ulic: Wareckiej, Ordynackiej i Tamki. Ów naturalny zbiornik wodny, uwidoczniony na planie miasta i okolic z 1732 roku, z czasem wysechł, a pozostały po nim teren spowodował poszerzenie traktu w tym miejscu, na którym w latach 1754-1756 wybudowano gmach szpitala Dzieciątka Jezus. Inicjatorem tego przedsięwzięcia był ksiądz Piotr Gabriel Baudouin, a twórcą architektury – Jakub Fontana. Budynek stanął po zachodniej stronie drogi zwanej już wówczas Mazowiecką. Monumentalna fasada jednopiętrowego gmachu o dziewięciu osiach została ozdobiona ryzalitem jednoosiowym, ujętym w pary pilastrów i zwieńczonym trójkątnym szczytem. Za korpusem przyulicznym znajdował się kwadratowy dziedziniec, otoczony ze wszystkich stron piętrowymi skrzydłami. Na osi wyznaczonej bramą wjazdową, w murach poprzecznego skrzydła, wzniesiono kaplice, zaakcentowaną pseudoportykową elewacją. Podobny układ Fontana zastosował również w szpitalu św. Rocha przy Krakowskim Przedmieściu w roku 1749. Niebawem architekt powiększył szpital przy Mazowieckiej o nową cześć wzdłuż ulicy od strony południowej, nosząc się zapewne z zamiarem przedłużenia budynku również od strony północnej. To jednak nie nastąpiło.
Do szpitala należał rozległy grunt, ograniczony od zachodu traktem do Grzybowa. Szerokość terenu wyznaczały dzisiejsze ulice: Przeskok i Świętokrzyska. Można wiec było usytuować od tyłu i z boku gospodarcze zabudowania oraz założyć użytkowy ogród. Wygląd całości założenia oddaje fragment zaginionego obrazu z wizerunkiem ks. Baudouina. W głębi posesji widoczny jest wolno stojący piętrowy budynek mieszkalny, w którym zapewne mieściły się stancje personelu obsługującego szpital, czyli sióstr zakonnych. Wznosił się on przy ulicy Marszałkowskiej. Wnętrze właściwego budynku szpitalnego mogło pomieścić 500 łóżek. Zmarłych chowano początkowo na terenie posiadłości, a od roku 1786 na nowo powstałym cmentarzu świętokrzyskim na Koszykach. Szpital utrzymywał się z dobrowolnych fundacji. Król Stanisław August Poniatowski, chcąc wesprzeć placówkę, ustanowił w roku 1765 Order św. Stanisława. Odznaczeni nim zobowiązywali się wpłacać corocznie określoną sumę na utrzymanie szpitala. Niektórzy nie wywiązywali się z tego, co zmuszało monarchę do uzupełniania funduszy z własnej szkatuły.
W drugiej połowie XVIII wieku otoczenie szpitala niewiele się zmieniło. Przy ulicy Mazowieckiej w narożu z niedawno wytyczoną ulicą Świętokrzyską stanęła około 1780 roku efektowna, klasycystyczna, dwupiętrowa kamienica Antoniego Rudzińskiego, a naprzeciwko niej, na Świętokrzyskiej, kamienica kupca Niecielskiego, również o wysokości dwóch pięter. Tę ostatnią wraz ze szpitalem uwzględniła akwarela Zygmunta Yogla z 1786 roku, zatytułowana Ulica Mazowiecka. Plac przed frontem szpitala nie był jeszcze zabudowany. Sytuacja radykalnie zaczęła się zmieniać w okresie Królestwa Kongresowego. Fasada szpitala w roku 1824 została znacznie powiększona, stając się najszerszą ze wszystkich budowli warszawskich. Uzyskała także surowy klasycystyczny wystrój. Środek zaakcentowano piętnastoosiowym ryzalitem, zwieńczonym prostą attyką. Na skrajach znajdowały się ryzality pięcioosiowe. Autorem nowego wystroju szpitala był Aleksander Groffe. Powstanie monumentalnej fasady spowodowało konieczność uformowania przed nią placu, który po 1829 roku przyjął rzut wydłużonego prostokąta. Możemy przypuszczać, że pomysłodawcą i projektantem placu był także Groffe.
W roku 1825 w narożu placu i ulicy Świętokrzyskiej zaczęto budować klasycystyczny budynek przypominający pałac, który ukończono w 1836 roku. Dwupiętrowy korpus środkowy, ozdobiony pozornym portykiem z trójkątnym szczytem, usytuowano w głębi dziedzińca, ujętego z dwóch stron przez skrzydła, organicznie związane z częścią środkową. Skrzydło północne wchłonęło dawną kamienicę Niecielskiego przy ulicy Świętokrzyskiej. Twórcą budowli był Alfons Kropiwnicki. Wzniesiono ją dla Karola Fryderyka Mintera, który umieścił w niej swój zakład brązowniczy. To tu odlewano przedmioty dekoracyjne zdobiące mieszkania zarówno w kraju, jak i za granicą, zwłaszcza w Rosji, do której były eksportowane. Fabryka Mintera zasłużyła się szczególnie produkcją popiersi, statuetek i medalionów sławnych Polaków, modelowanych przez warszawskich rzeźbiarzy, głównie przez Wojciecha Świeckiego. W okresie niewoli rzeźby te odgrywały ważną rolę w podtrzymaniu ducha narodowego. (...) OGRÓD PAMIĘCI
Kiedy Łazienki z prywatnego ustronia króla stawały się miejscem coraz bardziej publicznym, Stanisław August do wystawionych tu rzeźb różnych postaci zaczął dołączać wizerunki bohaterów rodzimych. W najbardziej reprezentacyjnym miejscu ogrodu stanął pomnik Jana III Sobieskiego, a w rotundzie pałacu Na Wyspie – posągi czterech władców Polski: Kazimierza Wielkiego, Zygmunta I, Stefana Batorego i Jana III Sobieskiego. Na koronie Amfiteatru obok dramatopisarzy świata król polecił umieścić rzeźby przedstawiające Trembeckiego i Niemcewicza. Był to wymowny ukłon w stronę współczesnych mu twórców, dowodzący ważkości literatury polskiej za czasów stanisławowskich.
W wieku XIX poniżej Belwederu stanęły pomniczki poświecone rodzinie carskiej, ale po odzyskaniu niepodległości zostały usunięte. Wtedy to jako symbol polskości pojawił się w Łazienkach pomnik Chopina. Wzbogacenie pejzażu ogrodu rzeźbą postaci najwybitniejszego kompozytora narodowego nasunęło mi myśl, by przy gmachu Podchorążówki postawić popiersie Piotra Wysockiego. Gdy zaś Podchorążówkę przemianowano na siedzibę Muzeum im. Paderewskiego, ustawiono przy niej rzeźbę głowy tego artysty i dyplomaty, odlaną z brązu. Wówczas doszedłem do wniosku, że skoro już pojawiły się pomniki wielkich Polaków, to przecież nie może tu zabraknąć Stanisława Augusta, toteż w miejscu, gdzie król zamierzał wznieść swe mauzoleum, ustawiłem jego popiersie, a na kolumnie dźwigającej rzeźbę umieściłem napis: „... w podzięce za Łazienki”.
A potem to już się potoczyło... W różnych miejscach ogrodu napotykamy popiersia zasłużonych Polaków: Maurycego Mochnackiego, Józefa Bema, Jana Kozietulskiego, Stanisława Wyspiańskiego, Cypriana Norwida i Aleksandra Kamińskiego. Ogród przygarnął również pomnik Henryka Sienkiewicza, który ustawiono w niedalekim sąsiedztwie monumentu Chopina.
Wśród rzeźb zdobiących dzisiaj Łazienki znalazł się także pomniczek poświecony Eugeniuszowi Kwiatkowskiemu, budowniczemu portu w Gdyni i Centralnego Okręgu Przemysłowego w okresie II Rzeczypospolitej. Położył on wielkie zasługi dla gospodarki. Ale czy to powód, by monument upamiętniający tę postać stanął właśnie w Łazienkach, vis-à-vis bohatera czynu zbrojnego, Piotra Wysockiego, w pobliżu pałacu Myślewickiego? Otóż Kwiatkowski przez kilka miesięcy przed wybuchem II wojny światowej mieszkał w tym pałacu i pracował nad planami mobilizacyjnymi w ukryciu przed obcymi wywiadami. A nawet gdyby tu nie przebywał, to jako wielki Polak zasługiwałby na uhonorowanie go w Łazienkach. Rzeźbę wykonaną przez Andrzeja Renesa ufundował, zachęcony przeze mnie, pan Zdzisław Jakubas, prezes firmy Multico.
Nie omieszkałem nadto upamiętnić miejsca grodu jazdowskiego i pierwszego zapisanego wydarzenia historycznego związanego z Warszawą i Łazienkami – wystawiłem kolumnę z orłem i datą: 1262.
Rzeźby stojące w Łazienkach wzbogacają ten ogród estetycznie i treściowo. Stał się on miejscem, w którym oddajemy hołd bohaterom przeszłości. To nasz PANTEON. |