Jako ostatnią część cyklu prezentujemy zbiór ośmiu opowiadań.
Każde z nich stanowi odrębną całość, każde tyczy innego okresu kariery sędziego Di. Mamy przed sobą osiem zagadek, które sędzia rozwiązywał, pełniąc służbę w czterech prowincjach Cesarstwa Tang. Począwszy od sprawy budzącej wątpliwości zdrady generała chińskiej armii, a kończąc na tajemnicy morderstwa poety samotnika, snute z dużą lekkością i polotem historie na długo zapadają w pamięć.
Tom niniejszy zawiera chronologię wszystkich części cyklu, klucz do zagadki kariery sędziego – dzięki temu Czytelnik może umieścić w czasie i uszeregować wszystkie tomy serii.
fragment ZBRODNIA I BIUROKRACJA (...)
Ostre południowe słońce zmieniło nabrzeże przed bramą frontową w piec do wypiekania cegieł, ale gdy barka wypłynęła na rzekę, powiał chłodny wietrzyk. Sierżant zawiadujący barką dopilnował, by sędzia i jego dwaj przy boczni siedzieli wygodnie na podwyższeniu przy sterze, pod zieloną markizą.
Gdy tylko ordynans, który wniósł ogromny czajnik, zniknął w ładowni, Ma Joong i Chiao Tai zarzucili sędziego pytaniami.
– Naprawdę nie wiem, co o tym sądzić – odparł sędzia z namysłem. – Wszystko zdaje się wskazywać na winę Menga, ale mam niejasne podejrzenie, że ten głupiec kogoś kryje. A wy, dowiedzieliście się czegoś?
Ma Joong i Chiao Tai pokręcili głowami. Ten drugi rzekł:
– Odbyliśmy długą rozmowę z kapitanem straży, który był na służbie, gdy Meng wrócił do twierdzy po popijawie z nami. Kapitan lubi Menga, tak samo jak wszyscy w twierdzy. Nie miał nic przeciwko temu, żeby wnieść Menga do jego pokoju, chociaż to nie lada zadanie! Zaś Meng na ca łe gardło wyśpiewywał sprośne pioseneczki. Obawiam się, że musiał pobudzić wszystkich kolegów! Kapitan powiedział jeszcze, że Meng nie bardzo przepadał za Soo, ale szanował go jako zdolnego oficera, a jego częstych wybuchów gniewu nie traktował zbyt poważnie.
Sędzia Di milczał. Nie odzywał się przez dłuższy czas. Popijając herbatę, spoglądał na spokojną scenerię mijanych okolic. Wzdłuż obydwu brzegów rzeki ciągnęły się pola ryżowe, poznaczone tu i tam żółtymi kapeluszami pracujących wieśniaków. Nagle rzekł:
– Pułkownik Shih Lang także sądzi, że Meng jest nie winny. Ale pułkownik Mao, dowódca żandarmów, uważa go za winnego.
– Meng często nam opowiadał o Shih Langu – odparł Ma Joong. – Meng jest mistrzem strzelania z łuku, a Shih Lang jest mistrzem we wspinaniu się na mury! Ten człowiek to same mięśnie! Szkoli w tej sztuce żołnierzy. Rozbierają się do bielizny i na bosaka forsują stary mur. Uczą się posługiwać palcami u stóp, jakby to były palce dłoni. Gdy natrafią na występ, chwytają się go i umieszczają palce u stóp w szczelinie poniżej, potem sięgają wyżej do następnego uchwytu i powtarzają to, aż dotrą na szczyt muru. Kiedyś sam tego popróbuję! A co do pułkownika Mao, to jest on paskudnym typem; wszyscy są co do tego zgodni!
Sędzia Di skinął głową.
– Według Menga za wasze przyjęcie zapłacili dwaj Koreańczycy.
– Och – rzekł Chiao Tai nieco zarozumiale – dlatego, że zrobiliśmy im głupi kawał! Byliśmy podochoceni i gdy Pak zapytał nas, jakie wykonujemy zawody, powiedzieliśmy, że wszyscy trzej jesteśmy rozbójnikami. Koreańczycy nam uwierzyli i powiedzieli, że kiedyś wyświadczymy im przysługę. Gdy chcieliśmy uregulować naszą część, okazało się, że już zapłacili cały rachunek.
– Ale w przyszłym tygodniu znów się z nimi spotkamy – dodał Ma Joong. – Bo będą tędy wracać ze stolicy. Wtedy powiemy im prawdę i wtedy my zapłacimy za cały wieczór.
Nie lubimy wyciskać z kogoś pieniędzy.
– Mogą się poczuć zawiedzeni – dodał Chiao Tai – ponieważ Pak i Yee spodziewają się zapłaty za trzy dżonki i wszystko już przygotowali na wielką uroczystość. Znasz dowcip o tych trzech łodziach, bracie Ma? Gdy Pak i Yee opowiedzieli nam o interesie, którego dobili, zaczęli się tak śmiać, że niemal pospadali pod stół!
– Ja też nieomal spadłem z krzesła – powiedział Ma Joong ze smutkiem.
Sędzia nie usłyszał tej ostatniej uwagi, bowiem zatopiony w myślach gładził długą brodę. Nagle zwrócił się do Ma Joonga:
– Opowiedz mi więcej o tamtej nocy! A zwłaszcza o tym, jak zachowywał się i co mówił Meng.
– Hm – odparł Ma Joong. – Brat Chiao i ja poszliśmy do tej restauracji na wybrzeżu, gdzie serwują kraby. Bardzo tam miło i chłodno. W porze kolacji zobaczyliśmy wojskową barkę, która dobiła do brzegu. Wysiadł z niej Meng i jeszcze jeden mężczyzna. Pożegnali się i Meng ruszył na taras w naszą stronę. Powiedział, że miał ciężki dzień w twierdzy, więc musi sobie dobrze podjeść. No, to zabraliśmy się do jedzenia. A potem...
– Czy Meng powiedział coś na temat zastępcy komendanta albo o poruczniku Kao? – przerwał mu sędzia.
Ma Joong i Chiao Tai usiłowali wyciągnąć z sędziego, dlaczego tak nagle zmienił decyzję, ale on odparł, że chce sprawdzić dwie sprawy, które przeoczył.
Gdy na nowo znaleźli się w twierdzy, adiutant powiedział im, że komendant jest na tajnej naradzie sztabu, na której omawiane są ważne meldunki wywiadu, które właśnie nadeszły.
– Nie przeszkadzaj mu! – odparł sędzia Di. – Sprowadź mi pułkownika Mao.
Wyjaśnił zdumionemu dowódcy żandarmów, że chce jeszcze raz rzucić okiem na miejsce zbrodni oraz że życzy sobie, by Mao towarzyszył mu w charakterze świadka.
Przybrawszy wyraz twarzy jeszcze bardziej cyniczny niż zwykle, pułkownik Mao wprowadził trzech mężczyzn na górę. Zerwał pasek papieru, który znów został umieszczony na zamku drzwi pokoju Soo, i zaprosił sędziego, by wszedł do środka.
Zanim przekroczył próg, sędzia powiedział Ma Joongowi i Chiao Taiowi:
– Szukam czegoś małego i ostrego, na przykład drzazgi albo gwoździa, mniej więcej w tym miejscu. – To mówiąc wskazał kwadrat podłogi zaczynający się u drzwi, a kończący w połowie pokoju przed łukowatym oknem. Następnie przykucnął i jął starannie oglądać płyty podłogi. Dwaj przyboczni przyłączyli się do niego.
– Jeżeli szuka pan sekretnych drzwi w podłodze albo innego hokus pokus – odezwał się pułkownik Mao ironicznym tonem – muszę pana rozczarować. Ta twierdza, jak pan wie, została zbudowana zaledwie kilka lat temu!
– Tutaj, mam coś! – zawołał Ma Joong. Wskazał na plamkę naprzeciw okna, gdzie z podłogowej deski wystawała ostra krawędź łebka gwoździa. (...) |