Nowa seria: ZAGADKI SĘDZIEGO DI - KRYMINAŁ CHIŃSKI

Robert van Gulik

SĘDZIA DI W LABIRYNCIE

(The Chinese Maze Murders)

Przełożyła z angielskiego Ewa Westwalewicz-Mogilska
wydanie I
oprawa miękka, 374 s.,
cena det. 26,90 zł / po rabacie 20,18 zł
ISBN 978-83-06-03067-9

Miejscem akcji tego tomu jest przygraniczny okręg Lan-fang, położony w najdalej na zachód wysuniętej części potężnego Cesarstwa Tang. Lan-fang usytuowane jest na brzegu wielkiej rzeki, oddzielającej tereny górzyste od jałowych stepów Azji Środkowej, po których koczują zaciekli konni wojownicy Ujgurzy, zawsze chętni do atakowania i grabienia chińskich miast na rubieżach Cesarstwa. Sędzia Di zostaje tam przeniesiony w roku 670. Przybywszy do Lan--fang, sędzia staje wobec zagadkowego morderstwa emerytowanego generała, którego zwłoki znaleziono w zapieczętowanym pomieszczeniu. Musi również zmierzyć się ze sprawą zniknięcia pięknej młodej dziewczyny oraz wyjaśnić tajemnicę testamentu byłego gubernatora prowincji, który wybudował na bagnach zawiły, niedostępny labirynt, rojący się od dziwnych, jadowitych bestii oraz nawiedzony przez ducha zmarłego właściciela.
Co ciekawe, w tym tomie autor zgodnie z chińską tradycją daje szczegółowy opis egzekucji zbrodniarzy.

Robert van Gulik urodził się w 1910 roku w Holandii. Na Uniwersytecie w Utrechcie studiował język chiński, japoński, tybetański i sanskryt. W roku 1935 został wysłany na placówkę dyplomatyczną do Tokio. Podczas siedmioletniego pobytu w Azji podróżował po Japonii i Chinach, zgłębiał chińską kulturę, między innymi malarstwo, weiqi (chińskie szachy) oraz qin (lutnia lub cytra). Podczas drugiego pobytu w Japonii, w 1949 roku przełożył na angielski chiński tekst z XVI wieku i opublikował jako Dee Goong An. Trzy tajemnicze morderstwa rozwiązane przez sędziego Di. Tak narodziła się postać literacka, która miała przynieść autorowi sławę. Wydaje się ironiczne, że Robert van Gulik, wybitny znawca klasycznej chińskiej muzyki, sztuk plastycznych i literatury (wśród jego licznych prac, dobrze znanych w kręgach orientalistycznych, warto wymienić Sexual life in ancient China; a preliminary survey of Chinese sex and society from ca. 1500 B.C. till 1644 A.D. Leiden, Brill; 1961) jest dziś pamiętany przede wszystkim jako autor kilkunastu książek o wyczynach sędziego Di Ren Jie, który żył w siódmym wieku. Na ich podstawie nakręcono już film telewizyjny.
Robert van Gulik zmarł w 1967 roku w Holandii.

Dotychczas ukazały się:

Sędzia Di i nawiedzony klasztor
Sędzia Di i parawan z laki
Sędzia Di i chiński gwóźdź
Sędzia Di, Małpa i Tygrys
Sędzia Di i złote morderstwa
Sędzia Di i tajemnica jeziora
Sędzia Di i morderstwo w Kantonie
Sędzia Di w labiryncie

W 2007 roku ukażą się:

Sędzia Di i chiński dzwon
Sędzia Di, naszyjnik i tykwa
Sędzia Di, poeci i morderca


fragment

(...)

     Z gabinetu wyszedł sędzia nadal odziany w uroczysty strój. Sierżant pomógł mu wsiąść do palankinu.
     Potem sierżant i Tao Gan dosiedli koni. Orszak ruszył w stronę ulicy. Z przodu biegli dwaj konstable z długimi masztami, podtrzymującymi transparent z napisem: „Trybunał Lan-fang”. Dwaj konstable uderzali w miedziane ręczne gongi i wołali:
     – Z drogi! Z drogi! Zbliża się Jego Ekscelencja sędzia pokoju!
     Tłum rozstępował się z szacunkiem. Na widok sędziego Di ludzie jęli wykrzykiwać radośnie:
     – Niech żyje nasz sędzia pokoju!
     Sierżant Hoong, który jechał obok palankinu, schylił się do okna i zauważył uszczęśliwiony:
     – Zupełnie inaczej niż trzy dni temu, panie sędzio! Sędzia Di uśmiechnął się blado.
     Rezydencja Dinga okazała się imponującym budynkiem.
     Młody Ding wyszedł na pierwszy dziedziniec, aby powitać sędziego. Gdy sędzia wysiadł z palankinu, zbliżył się starszy mężczyzna z siwą zmierzwioną brodą i przedstawił jako koroner. Na co dzień był właścicielem znanej apteki.
     Sędzia Di oznajmił, że chciałby się udać prosto na miejsce zbrodni. Naczelnik Fang i sześciu konstabli mieli pójść do głównej komnaty i skonstruować tam tymczasowy trybunał oraz poczynić niezbędne przygotowania do sekcji zwłok.
     Kandydat Ding poprosił sędziego i jego przybocznych by podążyli za nim.
     Poprowadził ich krętym korytarzem na podwórzec w głębi. Ujrzeli czarujący ogród krajobrazowy ze sztucznymi skałami i dużą sadzawką pośrodku ze złotymi rybkami. Drzwi do głównej komnaty stały otworem. Służba się uwijała, wynosząc meble.
     Kandydat Ding otworzył niewielkie drzwi po lewej ręce i wprowadził przybyłych do ciemnego, krytego dachem przejścia, wiodącego na małe podwórko otoczone z trzech stron wysokim murem. W murze naprzeciwko znajdowały się wąskie drzwi z mocnego drewna. Jedna z desek została wyrąbana. Młody Ding otworzył drzwi i odsunął się na bok, by przepuścić sędziego.
     W powietrzu unosiła się mdła woń świec.
     Sędzia Di przekroczył próg i rozejrzał się wkoło.
     Ujrzał spore ośmiokątne pomieszczenie. Wysoko ponad podłogą znajdowały się cztery małe okienka z szybami z kolorowego szkła, przez które wnikało do wewnątrz łagodne, rozproszone światło. Ponad oknami były dwa zakratowane otwory, stanowiące jedyną wentylację. Z wyjątkiem drzwi, przez które weszli, i okien w ścianach nie było innych otworów.
     Naprzeciw drzwi ujrzeli niewielką postać w szlafroku ciemnozielonego brokatu, której tors spoczywał bezładnie na ogromnym, zajmującym środek pokoju biurku rzeźbionego drewna hebanowego. Głowa leżała na lewym zgiętym ramieniu, prawa, wyciągnięta na blacie ręka wciąż trzymała wykonany z czerwonej laki pędzelek do pisania. Mała czapeczka z czarnego jedwabiu spadła na pod łogę, odsłaniając długie posiwiałe włosy ofiary.
     Na biurku stał zwykły zestaw przyborów do pisania. W rogu biurka znajdowała się niebieska porcelanowa waza ze zwiędniętymi kwiatami. Po obu stronach zmarłego umieszczone były miedziane lichtarze; świece wypaliły się do cna.
     Sędzia Di omiótł wzrokiem ściany pokryte półkami do wysokości, do jakiej mógł sięgnąć człowiek.
     – Zbadaj, czy w ścianach nie ma jakiejś ruchomej deski. Sprawdź okna i otwory wentylacyjne! – rzekł, zwracając się do Tao Gana.
     Gdy Tao Gan zdjął wierzchnią szatę, przygotowując się do wejścia na półkę, sędzia nakazał koronerowi, by obejrzał zwłoki.
     Koroner obmacał barki i ramiona. Potem spróbował unieść głowę zmarłego. Okazało się, że nieboszczyk zesztywniał. Koroner musiał odchylić ciało na oparcie fotela, aby obejrzeć twarz.
     Niewidzące oczy starego generała były skierowane w sufit. Jego szczupła, pomarszczona twarz zastygła w wyrazie zdumienia. Z chudego gardła wystawało cienkie, krótkie ostrze, zakończone oryginalną rękojeścią wykonaną z surowego drewna o grubości takiej jak ostrze.
     Sędzia Di skrzyżował ramiona i spoglądał na ciało.
     – Wyjmij sztylet! – rozkazał koronerowi po chwili.
     Koroner z trudem ujął miniaturową rękojeść. Jednakże, uchwyciwszy ją kciukiem i palcem wskazującym, wyciągnął nóż bez trudu. Ostrze nie utkwiło głębiej niż na długość ćwierci palca.

(...)


zamówienia
DZIAŁ HANDLOWY
tel. 022 632 22 15
e-mail: handlowy@piw.pl